Co jest moim problemem?
Otóż problemem jestem ja i nie, nie próbuj wmówić mi, że jest inaczej.
Słowa innych nie znaczą dla mnie nic, jednocześnie zostawiając na mnie zdecydowanie zbyt duże ślady. Budzę się i wiem, że to będzie po prostu kolejny nie różniący się niczym dzień. Że znów będę się źle czuć. Że moja własna osoba będzie mnie męczyć. Będę czuła się gorzej od innych, czuła się po prostu inna. Ale już nie w tym dobrym sensie.
Będę chciała coś zmienić, ale nie zmienię nic.
Pojawią się kolejne, nic nie znaczące starania. Może będę płakać, a może złapie mnie impuls. Może coś sobie zrobię, a może nie. Jednak wiem, że nie będzie dobrze. Może być obojętnie, ale nigdy nie będzie dobrze. Męczę się, dzień w dzień, czując, że to nie ma większego sensu. Nie płaczę przez to, to nie tak, że nie chcę. Po prostu chyba przestałam potrafić to robić, bo gdybym to robiła zabrakłoby mi łez. Milczę, zamknięta w pokoju. Chcę wyjść, ale nie ruszam się o krok, przy czym czuję się jak w klatce, ale nawet jak już wyjdę - to nie mija.
To zamknięte kółko.
Śmiesznym jest, gdy ktoś nie chce, abym sobie coś zrobiła. Ale nie rozumie kurwa, nie może rozumieć, skoro nie wie, że to niszczy. Powoli, ale doszczętnie. Z każdym krokiem, czuję większe zmęczenie. Kiedy w końcu padnę? Kiedy dostanę chwilę przerwy?
Upadnę na chłodny grunt, a ty już mnie więcej nie zobaczysz. Spokojnie, po prostu czekaj, tak jak czekam teraz ja
Zakładki
sobota, 19 sierpnia 2017
wtorek, 15 sierpnia 2017
PODDAJĘ SIĘ - 15.08
Pamiętasz jak pisałam ci o tych wszystkich wzniesieniach i poprawach? Chęci walki oraz próby pomocy?
To teraz o tym zapomnij, bo się poddaję. Mam dość tego wszystkiego. Siebie oraz prób. Bo te próby nic nie dają. Zgubiłam się bez powrotu, a gdy powrotu nie ma lepiej nie marnować sił na próby ucieczki, a po prostu zdechnąć.
Tak jak zrobię to ja.
To teraz o tym zapomnij, bo się poddaję. Mam dość tego wszystkiego. Siebie oraz prób. Bo te próby nic nie dają. Zgubiłam się bez powrotu, a gdy powrotu nie ma lepiej nie marnować sił na próby ucieczki, a po prostu zdechnąć.
Tak jak zrobię to ja.
wtorek, 1 sierpnia 2017
ROZMOWA POD GWIAZDAMI - 01.08-02.08
Oto jedna z tych nielicznych chwil. Ta, którą wiem, że pamiętać będę długo jak nie do końca życia. Dookoła panuje ciemność, jedyne co świeci to księżyc oraz te małe, błyszczące punkciki na niebie zwane gwiazdami, gdy my wpatrujemy się w nie ze skupieniem. Nawet telefon, który mam przy sobie prawie zawsze jest zwyczajnie wyłączony. Nie patrzę na niego, ciesząc się tym co jest teraz. Zdaję sobie sprawę, że właśnie omija mnie jakaś rozmowa na jednej z moich facebookowych konf. To teraz zwyczajnie nie ważne.
- Widzisz tutaj mały wóz? - pyta spokojnie ojciec, unosząc w górę rękę i dokładnie pokazując coś na niebie. Marszczę brwi, starając się zobaczyć o co mu chodzi. Przez chwilę nie widzę nic szczególnego. To zwyczajne gwiazdy, prawda? Do tego każda rozmazana przez mój pogarszający się wzrok. Po co się w nich czegoś doszukiwać? I wtedy to widzę.
- Tak, tak sądzę znaczy się - odpowiadam, wciąż tężąc wzrok i starając się jakoś sprawdzić czy to na pewno to. - Czy to to? - pytam niczym ojciec unosząc dłoń, a potem wskazując mu położenie tego co zauważyłam.
- Tak, to to - odparł, kiwając głową. Wracamy do zwykłego patrzenia na to pozornie zwyczajnego zjawiska.
- A widzisz te gwiazdy? - znów coś wskazał, tym razem z naszej prawej strony. Trochę nad domkiem. Trochę bełkotał, może coś wypił, ale wiedziałam, że wciąż był w pełni świadomy swoich słów i czynów.
- No chyba widzę - mruknęłam, starając wypatrzeć w tym, któryś z gwiazdozbiorów, które znałam.
- No, ale widzisz? - pyta znów.
- Widzę jakiś trójkąt. Do czego zmierzasz?
- Ale wiesz czym on jest? - rzuca skupiony na tym punkcie, jakby to było coś wspaniałego. Coś co widzi się rzadko, może nawet raz na całe życie.
- Nie, nie wiem, a co? - Marszczę brwi równie skupiona.
- No ja też nie wiem, ale ładnie wygląda
Spoglądam na niego rozbawiona, gdy on już się śmieje. Dołączam tylko do niego za chwilę, a ta może trochę głupawa rozmowa zostaje w mojej pamięci.
- No, ale patrz. Każdy ma swoje poglądy, prawda? - zaczynam dosyć mocno gestykulując rękami, jakiś czas później.
- No tak, ale do czego zmierzasz?
- Niczym wiara czy orientacja. Czy chociażby sprawa zalegalizowania marihuany
Ojciec tylko kiwnął nieznacznie głową, pokazując, abym kontynuowała.
- Lubię o tym rozmawiać. Ale nie z taką babcią, która będzie starała się wpoić tobie swoją rację czy matka, która zaraz stwierdzi, że jestem nienormalna
- A jesteś nienormalna?
- Nie, znaczy nie wiem. To w sumie nawet bardzo prawdopodobne, ale wracając. Lubię osoby, które nie byłyby jak one. Które nie stwierdzałyby, że muszę być jak one albo że jak dorosnę to będę myśleć jak one. Bo jednocześnie mogę być lesbijką innego wyznania
- Nawet jak nią jesteś to nie szkodzi, a z tą inną wiarą byłoby...hm, ciekawie
- Chodzi mi o fakt, że każdy jest inny i nie lubię wrzucania do jednego worka. Każdy ma inne opinię i poglądy. Taka ja mogę na przykład uważać, że marihuana jest do zalegalizowania i mogłam ją palić
- A paliłaś
- Nie
- A zamierzasz?
- Może, najprawdopodbniej
- To widzisz dziecko, ja ci przywiozę tę trawkę i wypalimy ją razem
Zaśmiała się tylko
- Nie o to dokładnie mi chodziło
- No, co? Wstydzisz się palić trawkę ze swoim ojcem?
- Nie, nie. Będziemy ją palić, mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie
Zapada chwila ciszy
Jedna z chwil, gdy jesteśmy tylko my, we dwoje. Bez babci, gadającej o ufo czy matce, która kazałaby mi iść spać. A nad nami niebo, pokryte małymi i błyszczącymi punkcikami. Rozglądamy się, szukając poszczególnych gwiazdozbiorów.
- Ufo! Widzę ufo! Widzicie je? - krzyczy rozradowana babcia - już drugi raz! Patrzcie, widzicie?
Ja z ojcem patrzymy tylko na siebie, starając się nie wyśmiać szczęśliwej staruszki.
- Tak, tak! Widzimy, ale gdzie ono jest?
- No tam! Pokazuję palcem - chyba zapomniała, że jest 10 metrów od nas, a wokół panuje ciemność - widzicie jak szybko leci? A teraz zmienia kierunek! I znów, samolot by tak nie robił
- Wiesz co? Twojej babcia nawet nie potrzeba trawki, chyba, że już coś wypaliła. Nawet bym się nie zdziwił
- Widzisz tutaj mały wóz? - pyta spokojnie ojciec, unosząc w górę rękę i dokładnie pokazując coś na niebie. Marszczę brwi, starając się zobaczyć o co mu chodzi. Przez chwilę nie widzę nic szczególnego. To zwyczajne gwiazdy, prawda? Do tego każda rozmazana przez mój pogarszający się wzrok. Po co się w nich czegoś doszukiwać? I wtedy to widzę.
- Tak, tak sądzę znaczy się - odpowiadam, wciąż tężąc wzrok i starając się jakoś sprawdzić czy to na pewno to. - Czy to to? - pytam niczym ojciec unosząc dłoń, a potem wskazując mu położenie tego co zauważyłam.
- Tak, to to - odparł, kiwając głową. Wracamy do zwykłego patrzenia na to pozornie zwyczajnego zjawiska.
- A widzisz te gwiazdy? - znów coś wskazał, tym razem z naszej prawej strony. Trochę nad domkiem. Trochę bełkotał, może coś wypił, ale wiedziałam, że wciąż był w pełni świadomy swoich słów i czynów.
- No chyba widzę - mruknęłam, starając wypatrzeć w tym, któryś z gwiazdozbiorów, które znałam.
- No, ale widzisz? - pyta znów.
- Widzę jakiś trójkąt. Do czego zmierzasz?
- Ale wiesz czym on jest? - rzuca skupiony na tym punkcie, jakby to było coś wspaniałego. Coś co widzi się rzadko, może nawet raz na całe życie.
- Nie, nie wiem, a co? - Marszczę brwi równie skupiona.
- No ja też nie wiem, ale ładnie wygląda
Spoglądam na niego rozbawiona, gdy on już się śmieje. Dołączam tylko do niego za chwilę, a ta może trochę głupawa rozmowa zostaje w mojej pamięci.
- No, ale patrz. Każdy ma swoje poglądy, prawda? - zaczynam dosyć mocno gestykulując rękami, jakiś czas później.
- No tak, ale do czego zmierzasz?
- Niczym wiara czy orientacja. Czy chociażby sprawa zalegalizowania marihuany
Ojciec tylko kiwnął nieznacznie głową, pokazując, abym kontynuowała.
- Lubię o tym rozmawiać. Ale nie z taką babcią, która będzie starała się wpoić tobie swoją rację czy matka, która zaraz stwierdzi, że jestem nienormalna
- A jesteś nienormalna?
- Nie, znaczy nie wiem. To w sumie nawet bardzo prawdopodobne, ale wracając. Lubię osoby, które nie byłyby jak one. Które nie stwierdzałyby, że muszę być jak one albo że jak dorosnę to będę myśleć jak one. Bo jednocześnie mogę być lesbijką innego wyznania
- Nawet jak nią jesteś to nie szkodzi, a z tą inną wiarą byłoby...hm, ciekawie
- Chodzi mi o fakt, że każdy jest inny i nie lubię wrzucania do jednego worka. Każdy ma inne opinię i poglądy. Taka ja mogę na przykład uważać, że marihuana jest do zalegalizowania i mogłam ją palić
- A paliłaś
- Nie
- A zamierzasz?
- Może, najprawdopodbniej
- To widzisz dziecko, ja ci przywiozę tę trawkę i wypalimy ją razem
Zaśmiała się tylko
- Nie o to dokładnie mi chodziło
- No, co? Wstydzisz się palić trawkę ze swoim ojcem?
- Nie, nie. Będziemy ją palić, mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie
Zapada chwila ciszy
Jedna z chwil, gdy jesteśmy tylko my, we dwoje. Bez babci, gadającej o ufo czy matce, która kazałaby mi iść spać. A nad nami niebo, pokryte małymi i błyszczącymi punkcikami. Rozglądamy się, szukając poszczególnych gwiazdozbiorów.
- Ufo! Widzę ufo! Widzicie je? - krzyczy rozradowana babcia - już drugi raz! Patrzcie, widzicie?
Ja z ojcem patrzymy tylko na siebie, starając się nie wyśmiać szczęśliwej staruszki.
- Tak, tak! Widzimy, ale gdzie ono jest?
- No tam! Pokazuję palcem - chyba zapomniała, że jest 10 metrów od nas, a wokół panuje ciemność - widzicie jak szybko leci? A teraz zmienia kierunek! I znów, samolot by tak nie robił
- Wiesz co? Twojej babcia nawet nie potrzeba trawki, chyba, że już coś wypaliła. Nawet bym się nie zdziwił
Subskrybuj:
Posty (Atom)