Zakładki

piątek, 9 lutego 2018

Mój aniołku - 09.02.18

Mój malutki, kochany aniołku, 
W chwili gdy usłyszałam, że będę miała brata nawet nie wiesz jak bardzo się cieszyłam. Choć nie zaprzeczę również, iż osobiście wolałam mieć starsze rodzeństwo, ale na to było już trochę za późno. Obiecałam sobie wtedy, że będę najlepszą siostrą jaką tylko mogę być, na całym świecie nie znajdziesz lepszej. Spieprzyłam. Że zaufasz mi całkowicie, będziemy się razem bawić czy gadać o tym co nas trapi godzinami. Pamiętam naprawdę wiele co do naszego dzieciństwa, choć prawdę mówiąc to ile faktycznie z tobą byłam było krótkie. Z początku najwyraźniej bawiłam się w śmieszka, bo nazywałam cię ,,Ślimak" oraz po cichaczu wmawiałam Ci, że to twoje imię. Nie komentujmy powodów dlaczego, byłam dzieckiem, ja sama nie wiem. A potem mama nakrzyczała na mnie bym przestała, bo pokręci Ci się w głowie. Nadal pamiętam, że darłeś się jak opętany, a twoja głowa przypominała wtedy pomidora, zresztą zazwyczaj też miałeś jakiś dziwny czerwony znak na czole - normalnie wybraniec - choć z czasem znikł. Nasz ,,brum brum", którego czyściliśmy godzinami oraz faktycznie sprawiało nam to radość, co jest zresztą zabawne, patrząc na to jak aktualnie tego nie cierpimy. Jak dopiero uczyłeś się chodzić i spadałeś na tyłek za każdym razem, również za każdym razem płacząc. Gdy przebierałam Cię za księżniczkę, a ty zresztą nie miałeś nic przeciwko, śmiałeś się i wymachiwałeś tą różową torebeczką z pieskiem, dumnie nosząc koronę. Albo nasze zabawy małymi figurkami Littlest Pet Shop, kochałeś je i zawsze prosiłeś, abym Ci je zostawiła, albo jakieś oddała. Ale ja byłam nieugięta, a finalnie je zwyczajnie sprzedałam. Przepraszam, że o tobie zapomniałam i ich Ci nie oddałam, chociaż szukałam wtedy sposobu na zdobycie pieniędzy. Wciąż pamiętam ten zawód w twoich małych oczkach. Przy tobie byłam ,,tym grzecznym i nieproblematycznym dzieckiem", nagle to nie ja miałam rzekome ADHD, a ty. Zresztą, akurat w twoim przypadku było to trafne, ale przemilczmy to. Nie raz sypałeś na mnie piaskiem całą brudząc, gdy się huśtałam. Chciałam Cię za to zabić. Wchodziłeś na trampolinę i przeszkadzałeś. Za to również. Czy po prostu mówiłeś coś nie tak, ośmieszając mnie przed znajomymi. Teraz wiem, że mogłam częściej stać po twojej stronie i przyciągnąć do siebie, dołączyć do zabawy. Nie doprowadzać do stanu, gdy krzyczałeś, że nikt cię nie lubi i jesteś najgorszy. Bo wiesz czemu? Bo właśnie rozpoczynałam nieświadome niszczenie malutkiego, niewinnego i zwykle naiwnego dziecka.  Któremu trzeba było pomóc, przytulić, wytłumaczyć, a nie krzyczeć oraz ignorować. Miałeś problemy ze znajomymi, prawie ich nie miałeś. Wychowywałeś się na tablecie, gdy wszyscy przychodzili do mnie bawiąc się wyśmienicie wyganialiśmy cię z pokoju. A ty nie miałeś jak ja w twoim wieku znajomych, którzy by cię rozumieli, bawiąc się z tobą. Byłeś sam, bo i rodzice zajęci byli własnym życiem. Nie pozwalałam wchodzić do własnego pokoju, nie pozwalałam dotykać własnych rzeczy, nie pozwalałam Ci czasem nawet się tylko o coś spytać. Zamykałam siebie, raniąc ciebie. Przepraszam za nie bycie tym kim chciałam być. To wszystko ukształtowało nieco twój charakter, już nawet nie próbujesz ze mną rozmawiać, a jeśli to rzadko, bo wiesz, że rozmowa będzie krótka. To nie te same czasy. Nie zwierzasz się, bo chyba nie umiesz. W końcu dla rodziców nigdy tego nie robiłeś, komu więc powierzałeś własne myśli? Zabawkom i ścianom, pamiętam to. Dlaczego to nie byłam ja? Dlaczego się nie opanowałam? W moim życiu prawie cię nie było, naprawdę, widywałam cię góra 3 godziny na dzień. Parę razy krzyczałeś do mnie, że mnie nienawidzisz. Że wolałbyś nie mieć siostry. Nawet że chciałbyś, abym umarła. Że jestem dla ciebie nikim. Bolało, choć najwyraźniej na to zasłużyłam oraz przyznaję to. Spieprzyłam, uciekając we własne kąty, w których walczyłam sama z własnymi demonami. Ty nawet nie wiedziałeś, że byłam blisko śmierci. Ja nie myślałam ani trochę o tym co zrobiłby mój malutki brat, dowiadując się...że jego siostra po prostu się zabiła. Nawet nie wiedziałeś, o niczym z tego. Pamiętam jak raz, pomiędzy czterogodzinną łącznie rozmową z moją przyjaciółką po prostu do ciebie przyszłam. Nie pamiętam czy nawet nie spałeś, ale cichym, niepewnym głosem rzuciłam tylko
,,Hubert? Śpisz?"
,,Nie"
Byłam cała we łzach, zaczynając cię zaraz przepraszać. Tłumacząc, że wcale nie miałam na myśli tylu złych słów, że nie chciałam być najgorszą siostrą, którą sam mnie parę razy nazywałeś. Przeprosiłam Cię i to nie raz. Mówiłam, że możesz mimo wszystko zawsze na mnie liczyć, ale abyś próbował zrozumieć to, że nie zawsze mam humor na rozmowę czy zabawę. Że to nie twoja wina. A ja nawet jeżeli kiedyś bym znikła patrzyłabym na niego z góry. Wierzyła, bo coś osiągnie i jestem tego pewna. Była nawet jakby mnie nie widział. Jak taki ,,aniołek" jak sam nazywasz osoby, których już z nami nie ma. Nie odtrąciłeś mnie. Przytuliłeś jak mogłeś, jakby niezręcznie, ale jednak. Zapewniłeś, że jestem najlepszą siostrą jaką mógłby mieć, że nie chcę innej. Nie wiedziałeś co powiedzieć, gdy pytałam jak u ciebie, a rozmowa momentami była trudna do utrzymania. Nie nauczyłam Cię jak to jest się wygadywać. Nie nauczyłam Cię tego, kim powinnam dla ciebie być. Bo sama nie umiałam być jaka powinnam. A teraz patrzę na tego małego, szmacianego aniołka, którego uszyłeś sam na jakiejś swojej wycieczce. Jakiś czas temu wszedłeś do gabinetu gdzie siedziałam oraz nieśmiało mi go dałeś, jakby bojąc się wygonienia. 

Kocham Cię, Hubert. Wciąż jesteś moim małym braciszkiem, wciąż chcę dla ciebie dobrze, wciąż mi zależy, choć tego nie pokazuję i to nie raz, choć teraz coraz bardziej się staram. Po prostu przepraszam, że nie byłam tym kim powinnam. Ale ty mi wybaczyłeś oraz wierzyłeś, wciąż biorąc mnie za siostrę. Jakim człowiekiem trzeba być, by potrafić wciąż kogoś takiego kochać?







czwartek, 8 lutego 2018

Dwa oblicza - 08.02.18

Czasem czuję brak kontroli. Sądzę, że własnie to sprawia, iż boję się własnej osoby. Gdy jestem smutna. Gdy jestem zła. Gdy jestem obojętna. Boję się, bo czuję jakby były to dwie inne mnie. Jedna, którą znam oraz wiem, co mogłaby zrobić, co czuć, a także ta, która jest kompletnie nieobliczalna. Nie znam jej, jest potworem. A raczej znam zbyt dobrze i zbyt długo, choć wciąż nie jest poznana. Taka druga ja, która we mnie wrosła. Czasem patrzę na nią jak na takiego prywatnego diabła. Który niszczy wszystko co spotka na drodze, wszystko co widzi, wszystko co ma. Który ucieka dopiero, gdy wszystko jest w popiele, a ja zostaję sama. Zdezorientowana, we łzach, ledwo oddychająca, orientująca się, że ,,Hej, to zniszczone. To koniec, to jebany koniec. Zjebałaś, nie naprawisz tego. A wiesz dlaczego?". Ponieważ to ja to wszystko zniszczyłam, niby świadoma, niby z pewnością, choć teraz jakby...dziwnie zraniona. Ale dlaczego tego nie da się naprawić? Już tłumaczę, ponieważ już nie ma czego naprawiać. Wszystko co zostało odeszło. Wszystko co kochało - przerwało. Wszystko co było ,,stałe" znikło, mimo tysięcy zapewnień. Hej! Zostałaś sama, mam nadzieję, że się cieszyć, bo teraz jedyne co ich wspomni to twoja osoba oraz ta piekielna cisza, która zamiast ułatwiać utrudnia. Chcesz błagać o przebaczenie, ale to już nic nie ważne. Powiedziałaś co chciałaś, a oni to zrozumieli. Kazałaś odejść - odeszli. Lecz czemu to aż tak boli? Błagam, wróćcie. Ja nie chcę być sama, ja nie znów niszczyć, ja nie chcę by ten potwór pożarł również mnie. Nie chcę, nie chcę, nie chcę, kuźwa, nie chcę.

A potem się budzę. I wiem, że jeszcze są. Albo po prostu są. Jednak wytrwali, ale ja i tak czuję się jak skończona suka, która ich zraniła. Sprawiłam, że moi najbliżsi mieli zły humor czy wypuścili przeze mnie łzy. Niszczę, choć jeszcze nie zniszczyłam. I tak, to dlatego się boję. Bo ja nigdy nie wiem kiedy potwor będzie potrzebował więcej. Kiedy pożre wszystko co tylko mam i kocham. Kiedy sprawi, że zostanę sama oraz bez grama nadziei.

Potworem jestem ja. Jak więc mam uciec?

niedziela, 4 lutego 2018

CELE, SPÓŹNIONE, ALE JEDNAK! - 2018

Dobra, zignorujmy na wstępie fakt, iż ten post miał się pojawić niedługo po podsumowaniu, okay? No i wspaniale. Bądźmy sobie typowymi ludźmi, którzy bawią się w postanowienia noworoczne oraz napieprzają o ich sile do tego. Czy wyjdzie? Nie wiem. Jednak ustalenie zasad czasem ułatwia grę.

Do czego więc dążę w tym 2018?

  1. Poprawy, jest to priorytet w tym wszystkim. Rok dwutysięczny siedemnasty wydał mi się klapą, a przecież miał być zmianą. Szkoda tylko, że przeszła ona na złą zmianę z początkowej dobrej.
  2. Śpiewu, a raczej do większego rozwinięcia się w tym kierunku. Założę kanał z coverami, kto wie może i autorskimi piosenkami. Będę codziennie się rozgrzewać, próbować faktycznie pisać i tworzyć, bo bez tego ani rusz. Jeśli chcę coś osiągnąć muszę starać się zawsze.
  3. Lepszego wyglądu. To ważne, nie mogę być z nastawieniem ,,będzie jak będzie". Jeżeli chcę być ładna, muszę o to walczyć oraz się starać. Nie zapominać o rutynach, przywiązywać większą uwagę do tego co robię, jak robię, ile robię oraz czym to skutkuje.
  4. Przestanę się garbić, stanę się nieco bardziej ,,dumna", choć nie sztuczna. Będę potrafić przykuć wzrok, choć w tym dobrym sensie. Poczuję zazdrość innych, jeśli tylko zechcę. Będę tym kim chciałam być, nie wstydząc się tego.
  5. Pójdzie mi lepiej z nauką, będę miała pasek, a nawet jeśli jednak się nie uda nie będę na ,,to nie ważne, cokolwiek", a zwykłych staraniach, aby również dać radę na chociaż ,,dobrze"
  6. Nie oczekuję nagłego wyzdrowienia, bo jestem po prostu chorym, pogubionym człowiekiem. Ale czego więc oczekuję? Oczekuję, że wciąż będę walczyć. Tyle iż teraz nie tylko dla nich, teraz również dla siebie.
  7. Będę więcej próbować, ponieważ bez tego nie mogę się ruszyć. Przejadę się na tym? Trudno. W końcu co mi szkodzi, skoro sam dwa tysiące siedemnasty był takim dołem. Teraz wydaje mi się, że może być już tylko lepiej. Ewentualnie może być koniec. Ale jego unikam, tak? Będę więcej wychodzić, ryzykować, bo bez ryzyka nie ma zabawy. Postaram się spojrzeć na świat znowu z kolorami, znowu będę dobijać się do tej piękności, byle tylko na chwilę nie myśleć o tej ciemnej sferze.
  8. Będę walczyć o własne opinię, przyszłość oraz najbliższych. Będę buntowniczką, jeśli potrzeba, jeżeli nikt inny nie wyjdzie przed szereg - wyjdę ja. Stanę się wzorem dla samej siebie, bo to jeden z kroków do lubienia siebie oraz do sympatii do mnie ze strony ludzi. Jednak nie przez sympatię będę waleczna. Walka to po prostu coś na co ktoś musi iść, a jeżeli nikt inny się nie odezwie to kto nas wyzwoli, tak? Będę żołnierzem czy rebeliantką, nie będę stać cicho, gdy coś dzieje się obok mnie. Nie będę taka jacy byli inni, gdy to mi coś się działo.
  9. Wszystko co moje mnie reprezentuje, stąd też skupię się bardziej na moim pokoju czy też małych pierdołach jak sam piórnik do szkoły. Sprawię, że chociaż pod tym względem rodzice będą się mniej denerwować. 
  10. Ustalę zasadę - jeśli robisz to nie ,,zaraz", bo zaraz może już nie nadejść. Wstajesz, robisz, wracasz do wcześniejszych spraw.