Mój malutki, kochany aniołku,
W chwili gdy usłyszałam, że będę miała brata nawet nie wiesz jak bardzo się cieszyłam. Choć nie zaprzeczę również, iż osobiście wolałam mieć starsze rodzeństwo, ale na to było już trochę za późno. Obiecałam sobie wtedy, że będę najlepszą siostrą jaką tylko mogę być, na całym świecie nie znajdziesz lepszej. Spieprzyłam. Że zaufasz mi całkowicie, będziemy się razem bawić czy gadać o tym co nas trapi godzinami. Pamiętam naprawdę wiele co do naszego dzieciństwa, choć prawdę mówiąc to ile faktycznie z tobą byłam było krótkie. Z początku najwyraźniej bawiłam się w śmieszka, bo nazywałam cię ,,Ślimak" oraz po cichaczu wmawiałam Ci, że to twoje imię. Nie komentujmy powodów dlaczego, byłam dzieckiem, ja sama nie wiem. A potem mama nakrzyczała na mnie bym przestała, bo pokręci Ci się w głowie. Nadal pamiętam, że darłeś się jak opętany, a twoja głowa przypominała wtedy pomidora, zresztą zazwyczaj też miałeś jakiś dziwny czerwony znak na czole - normalnie wybraniec - choć z czasem znikł. Nasz ,,brum brum", którego czyściliśmy godzinami oraz faktycznie sprawiało nam to radość, co jest zresztą zabawne, patrząc na to jak aktualnie tego nie cierpimy. Jak dopiero uczyłeś się chodzić i spadałeś na tyłek za każdym razem, również za każdym razem płacząc. Gdy przebierałam Cię za księżniczkę, a ty zresztą nie miałeś nic przeciwko, śmiałeś się i wymachiwałeś tą różową torebeczką z pieskiem, dumnie nosząc koronę. Albo nasze zabawy małymi figurkami Littlest Pet Shop, kochałeś je i zawsze prosiłeś, abym Ci je zostawiła, albo jakieś oddała. Ale ja byłam nieugięta, a finalnie je zwyczajnie sprzedałam. Przepraszam, że o tobie zapomniałam i ich Ci nie oddałam, chociaż szukałam wtedy sposobu na zdobycie pieniędzy. Wciąż pamiętam ten zawód w twoich małych oczkach. Przy tobie byłam ,,tym grzecznym i nieproblematycznym dzieckiem", nagle to nie ja miałam rzekome ADHD, a ty. Zresztą, akurat w twoim przypadku było to trafne, ale przemilczmy to. Nie raz sypałeś na mnie piaskiem całą brudząc, gdy się huśtałam. Chciałam Cię za to zabić. Wchodziłeś na trampolinę i przeszkadzałeś. Za to również. Czy po prostu mówiłeś coś nie tak, ośmieszając mnie przed znajomymi. Teraz wiem, że mogłam częściej stać po twojej stronie i przyciągnąć do siebie, dołączyć do zabawy. Nie doprowadzać do stanu, gdy krzyczałeś, że nikt cię nie lubi i jesteś najgorszy. Bo wiesz czemu? Bo właśnie rozpoczynałam nieświadome niszczenie malutkiego, niewinnego i zwykle naiwnego dziecka. Któremu trzeba było pomóc, przytulić, wytłumaczyć, a nie krzyczeć oraz ignorować. Miałeś problemy ze znajomymi, prawie ich nie miałeś. Wychowywałeś się na tablecie, gdy wszyscy przychodzili do mnie bawiąc się wyśmienicie wyganialiśmy cię z pokoju. A ty nie miałeś jak ja w twoim wieku znajomych, którzy by cię rozumieli, bawiąc się z tobą. Byłeś sam, bo i rodzice zajęci byli własnym życiem. Nie pozwalałam wchodzić do własnego pokoju, nie pozwalałam dotykać własnych rzeczy, nie pozwalałam Ci czasem nawet się tylko o coś spytać. Zamykałam siebie, raniąc ciebie. Przepraszam za nie bycie tym kim chciałam być. To wszystko ukształtowało nieco twój charakter, już nawet nie próbujesz ze mną rozmawiać, a jeśli to rzadko, bo wiesz, że rozmowa będzie krótka. To nie te same czasy. Nie zwierzasz się, bo chyba nie umiesz. W końcu dla rodziców nigdy tego nie robiłeś, komu więc powierzałeś własne myśli? Zabawkom i ścianom, pamiętam to. Dlaczego to nie byłam ja? Dlaczego się nie opanowałam? W moim życiu prawie cię nie było, naprawdę, widywałam cię góra 3 godziny na dzień. Parę razy krzyczałeś do mnie, że mnie nienawidzisz. Że wolałbyś nie mieć siostry. Nawet że chciałbyś, abym umarła. Że jestem dla ciebie nikim. Bolało, choć najwyraźniej na to zasłużyłam oraz przyznaję to. Spieprzyłam, uciekając we własne kąty, w których walczyłam sama z własnymi demonami. Ty nawet nie wiedziałeś, że byłam blisko śmierci. Ja nie myślałam ani trochę o tym co zrobiłby mój malutki brat, dowiadując się...że jego siostra po prostu się zabiła. Nawet nie wiedziałeś, o niczym z tego. Pamiętam jak raz, pomiędzy czterogodzinną łącznie rozmową z moją przyjaciółką po prostu do ciebie przyszłam. Nie pamiętam czy nawet nie spałeś, ale cichym, niepewnym głosem rzuciłam tylko
,,Hubert? Śpisz?"
,,Nie"
Byłam cała we łzach, zaczynając cię zaraz przepraszać. Tłumacząc, że wcale nie miałam na myśli tylu złych słów, że nie chciałam być najgorszą siostrą, którą sam mnie parę razy nazywałeś. Przeprosiłam Cię i to nie raz. Mówiłam, że możesz mimo wszystko zawsze na mnie liczyć, ale abyś próbował zrozumieć to, że nie zawsze mam humor na rozmowę czy zabawę. Że to nie twoja wina. A ja nawet jeżeli kiedyś bym znikła patrzyłabym na niego z góry. Wierzyła, bo coś osiągnie i jestem tego pewna. Była nawet jakby mnie nie widział. Jak taki ,,aniołek" jak sam nazywasz osoby, których już z nami nie ma. Nie odtrąciłeś mnie. Przytuliłeś jak mogłeś, jakby niezręcznie, ale jednak. Zapewniłeś, że jestem najlepszą siostrą jaką mógłby mieć, że nie chcę innej. Nie wiedziałeś co powiedzieć, gdy pytałam jak u ciebie, a rozmowa momentami była trudna do utrzymania. Nie nauczyłam Cię jak to jest się wygadywać. Nie nauczyłam Cię tego, kim powinnam dla ciebie być. Bo sama nie umiałam być jaka powinnam. A teraz patrzę na tego małego, szmacianego aniołka, którego uszyłeś sam na jakiejś swojej wycieczce. Jakiś czas temu wszedłeś do gabinetu gdzie siedziałam oraz nieśmiało mi go dałeś, jakby bojąc się wygonienia.
Kocham Cię, Hubert. Wciąż jesteś moim małym braciszkiem, wciąż chcę dla ciebie dobrze, wciąż mi zależy, choć tego nie pokazuję i to nie raz, choć teraz coraz bardziej się staram. Po prostu przepraszam, że nie byłam tym kim powinnam. Ale ty mi wybaczyłeś oraz wierzyłeś, wciąż biorąc mnie za siostrę. Jakim człowiekiem trzeba być, by potrafić wciąż kogoś takiego kochać?