U mnie jednak był to także dzień, w którym spędzałam czas z rodziną, która teraz nie jest w komplecie. Zresztą, powinnam być już do tego przyzwyczajona po roku czasu, ale to wciąż boli. Z pewnych powodów nie jest i nie będzie go przy wielu ważnych dla nas momentów, może np. nie przyjechać, na któreś z urodzin, ponieważ praca, by go wzywała. Tęsknię za nim, za dniami, gdy był, wracał do domu - rozmawiał z nami, oglądał telewizję. Gdy mogłam dyskutować z nim po parę godzin, zwierzyć się, przytulić. W takich momentach jednak nie tyle co potrzebuję chłopaka - potrzebuję obecności. Kogoś, w kogo bez problemu bym się wtuliła i mogła bez wstydu się wypłakać.
Smutne jest także to, że teraz, na całym tym cholernym świecie są osoby, które spędzają niezapomniane Walentynki. Ja siedzę, tutaj, na moim obracanym fotelu i piszę ten post.
Może bez powodu - to także możliwe, ale po prostu chcę się komuś wyżalić. No dobra, nikt tego nie czyta, ale co z tego? Nie mogę udać, że się przed kimś otwieram? Chociaż grać, udawać, że ktoś tego słucha i przeżywa ze mną?
Nie mam zielonego pojęcia co teraz zrobić.
Jak co roku - wpieprzyłam w siebie tysiące kalorii.
To chyba nigdy się nie zmieni.
Moja przyjaciółka znalazła chłopaka. No dobra, przez internet, w życiu się nawet nie widzieli, ale widzę w jej oczach to jak szczęśliwa jest kiedy tylko o nim pomyśli. Wysłał jej ,,walentynkę'', czyli jej zdjęcie słabo wklejone na jakieś kolorowe tło w serduszka, ale wiesz co? To ją urzekło. Nie narzeka, a wręcz jest w niebo wzięta i marzy o spotkaniu jego kiedyś w prawdziwym życiu.
Cieszę się jej szczęściem, jestem z niej dumna. No, jednocześnie sama czując się dziwnie samotna.
Nie oszukujmy się, siedzę teraz sama, w ciemnym pokoju przed ekranem laptopa, który i tak jest tutaj najjaśniejszy i piszę... Piszę, chociaż i tak w sumie sensu większego to nie ma, ale piszę, wciąż.
Może zrobię sobie maraton filmów romantycznych? Albo typowych wyciskaczy łez? Mam tyle poduszek, że mogę je uformować przecież na człowiekopodobne coś, no nie? Słodycze już sobie, jednak odpuszczę, co najmniej mnie mdli. Dla romantycznej atmosfery zawsze można zapalić świeczkę, oryginalne to nie jest, ale zawsze coś.
Także powodzenia dla mnie - idę udawać, że te Walentynki spędzam z kimś. Właściwie, spędzam. Ze mną, laptopem i blogiem. Pisząc, wciąż pisząc...
21:34
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz