Zakładki

wtorek, 15 maja 2018

Mieszanka wybuchowa - 15.05

Zastanawiam się kim jestem. I tak, tu powinno zacząć się pierdolenie o dojrzewaniu oraz jego skutkach. No cóż, ja bym od razu rzuciła tezę, że wszystko jest zawsze dorastaniem, burzą hormonów. Swoją drogą to tak pewnie wiele mogłoby mnie nazwać. Zniszczoną kupą szalejących we mnie narządów, jak sądzę. Teraz zastanowiłam się jednak na jednym, a mianowicie kim jestem. Spójrzmy prawdzie w oczy, każdy staje się sobą za pomocą własnych obserwacji, podłapywania czegoś od innych, a także różnych prób. Zastanawiam się zwyczajnie czy ja to na pewno ja. Zawsze mogę być po prostu ,,gorszą wersją". W ciągu własnego życia przeszłam tyle faz, iż zapewne, gdybym miała odhaczać każdą po kolei mało zostało by tych, których faktycznie nie było. Ze skrajności w skrajność, to wręcz zabawne. Może stąd ta niestabilność? Mam na myśli, cóż, w końcu sądzę, iż w końcu mam tę stałą wersję siebie. Mimo to nawet wtedy powolutku się zmieniam. Może to serio jakieś problemy nastolatka, a u mnie zwyczajnie wypieprzyło to poza skalę robiąc ze mnie laskę, która zwyczajnie nie umie sobie poradzić z najzwyczajniejszym światem ze skłonnościami do myśli samobójczych. Aż przypomniały mi się słowa mojej psycholog. Patrzę na siebie jak na innych, a może powinnam dostrzec to, że mogę mieć problem. Mogę go jednocześnie nie mieć, a brać siebie za jakieś pokrzywdzone dzieciątko, nad którym trzeba skakać. Spójrzmy prawdzie w oczy. Jak co do czego będę sama. A wraz z tym, co jest już teraz? Nie poradzę sobie. Wykończę samą siebie albo to świat mnie wyręczy. Mam problemy. Ale nie bierzmy to za chorobę. Sama to na siebie zesłałam. Może zbyt wiele do siebie biorę. Może zwyczajnie zostałam wychowana na rozpieszczoną gówniarę, dla której nie powinno się było pomagać. Jestem pokręcona. Nie raz nie rozumiem własnej osoby, a powinnam. Potrafię mieć problemy ze wstaniem z łóżka po raz drugi czy nawet pierwszy, nie ważne, że byłaby piętnasta. Niby mam się zmieniać, a jednocześnie jestem zbyt bardzo skupiona na sobie. Bo błagam, co ja daję dla innych. Byt? Za mało. Pocieszenia? I tak są chujowe, ale to wciąż za mało. Ciągle wymagam, bo sama nie chcę czy nie umiem sobie czegoś wziąć. Niczym pasożyt, żerują na innych. Nigdy pomiędzy, zawsze albo na samym dnie, albo na wyimaginowanej górze. Jestem niczym pięciolatka, tuptająca nóżką, bo ktoś przestawił jej lalkę. Panie i panowie. Albo po prostu ty, osobo, która to czytasz. 

Nie bawmy się w doszukiwanie się czegoś więcej, gdy tego więcej nawet nie ma. Ja po prostu sobie nie radzę, a to wszystko pewnie zniknie z czasem. Kto wie czy to nie jest tylko przejściowy, ubzdurany sobie czas.

sobota, 24 marca 2018

Zmiany to bujdy - 24.03

Niedawno minęły moje urodziny. Właściwie miały być one moimi najlepszymi dotychczasowymi. Czy były? Nie, nie sądzę. Wydaje mi się, że jedyne na co czekałam to był ten cholerny telefon. Nawet nie skupiłam się na spotkaniu z siostrą. W planach miałam jednak najpierw spotkanie się z koleżankami z klasy w nieco większym gronie, aby było weselej. Potem nie wyszło. Z koło siedmiu osób nikt nie przyszedł, cóż. Co zabawne, bardziej mnie to zirytowało niż ruszyło. Dopiero teraz widzę jak wspaniałe pokazuje to, iż ludzie mają mnie gdzieś nawet jeśli chce tylko jednego normalnego spotkania, aby zrobić coś we własne ,,święto”. Po tym miałaby przyjść kuzynka - to wyszło, choć i tu praktycznie nic nie zrobiłyśmy. Tyle, że była. Kiedyś pojawiła się też nikła szansa, że zjawiłaby się również jedna z najważniejszych dla mnie osób i mimo że niby wiedziałam, że to niemożliwe to miałam wrażenie, iż może choć raz to wyjdzie. Tak by w jeden dzień w roku wreszcie stało się coś, co byłoby tysiąc razy lepszym prezentem nizeli nawet tuzin takich komórek. Nie wyszło. Właściwie parę razy zapomniałam tamtego dnia, że to w ogóle moje urodziny. Może głównie przez fakt, iż stawiłam ponad nie własne RP. Czy tak być powinno? Cholera wie, choć w chwili pisania tego wspomnienia urodzin wydają mi się niczym udowodnienie mojej beznadziejności. Co da mi genialny telefon, gdy nie mam czego fotografować, bo nawet nie wychodzę z domu? Co da mi możliwość nagrywania na YouTube, jeśli i tak pewnie nie spróbuję? Bo po prostu się boję. Znów czuję się niczym ruiny człowieka, lecz nie sam człowiek. Tak jakbym przestała żyć. W społeczeństwie również przestałam istnieć. Gdybym znikła nikt by nie zauważył różnicy. Nie mam do kogo się zwrócić - stacjonarnie - a pomimo  najwspanialszych osób jakie mogłam spotkać w internecie, jeśli coś się dzieje nie mogę ich przytulić, podejść czy pójść z nimi do szkoły, byle nie siedzieć znów sama. Cera nie robi się lepsza, raz była to zjebalam, a teraz nie mogę tego naprawić. Śpiew? Dobre sobie, czuję jakbym powoli coraz bardziej się od tego odsuwała. I tak mi nie idzie tak jak kiedyś, mam zbyt zniszczony głos brakiem ćwiczeń. Same próby śpiewu mnie dołują. Kiedyś dobrze rysowałam, podobno miałam predyspozycje. Dziś nie rysuję od lat, wszystkie najmniejsze próby kończą się klęską. Czy stany się polepszają? Nie, kurwa, nie. Wciąż nie mam siły na to wszystko. Rok 2018 miał to do cholery zmienić, póki co nie zmienia się nic. A ja jestem niczym potwór ze szczątek tej utalentowanej, nieco zakompleksionej dziewczyny z wielkimi nadziejami oraz marzeniami, w które wierzyła. Gdyby miała wiedzieć, że to jej przyszłość zapewne by się przeraziła. Bo co takiego musiało się stać, by kilkunastoletni człowiek musiał walczyć z własną osobą? Dzień po każdym pieprzonym dniu.

poniedziałek, 12 marca 2018

Dzień dobry, dawna przyjaciółko - 12.03.18


Dzień dobry, dawna przyjaciółko,
W sumie to ja byłam tą która Cię odepchnęła. Choć szczerze? Przeraża mnie to jak łatwo to zrobiłam, nie potrafiąc już czuć do ciebie tego co wcześniej. Właściwie nie czułam nic. Za to dziś na was patrzyłam, dwie. Roześmiane, twoja dłoń na jej plecach. Czy bolało? Oczywiście, ale może na to zasłużyłam. W końcu ja także Cię raniłam, przysporzyłam Ci tyle łez, że spokojnie mogę doliczyć Twoją osobę do listy ,,niszczeni przeze mnie". Co zabawne, ja mało tęsknię za tym co zostawiłam ostatnio. Ja tęsknię za tym, co pokochałam. Za tą tobą, która razem ze mną była wariatką, przez innych brana za świruskę. Obie pogrążone byłyśmy w marzeniach, własnych, oddzielnych światach, do którego wpuszczałyśmy tylko nas. Byłaś pierwszą, której powiedziałam o moich stanach. Poczułam, iż mogę Ci zaufać. Czy dobrze? Nie wiem, chyba. Wśród tych lat obie się zmieniłyśmy. Ja? Cholernie. Ty? Oczywiście, że również, choć są te małe, malutkie wręcz rzeczy, które nie zmieniły się nigdy. Pomimo wszystkiego przez co przeszłyśmy. Znałam Twoje wady. Kiedyś starałam się jak najbardziej je ignorować, bądź pomagać Ci je zwalczać. Chciałam z Tobą być, pomóc. Nie wyszło. Jesteś aktualnie pogubiona, ja osobiście czuję się często jak Twoja starsza siostra. Bo widzę, że przeżywasz to, co przeżywałam ja. Ale nie potrafię pomóc Tobie, jeśli własnej sobie nie pomogłam. Zgubiłaś się. Wśród tych kolorowych światełek, lecz i cieni na tym cholernym świecie. Nie wiedziałaś za czym iść, nawet do końca nie wiedziałaś jak. Postanowiłaś, więc iść z innymi. By być szczęśliwą. Choć pojęcie jest to względne. W moich oczach zawsze widziałaś do mnie pewnego rodzaju respekt, którego do dziś nie potrafię zrozumieć. Brałaś mnie za lepszą, fajniejszą, z większymi możliwościami. Czułaś się zakompleksiona, prawda? Chciałyśmy kiedyś wyjechać do Egiptu, chciałyśmy być takie czy inne, śpiewać, bo była to nasza pasja. Ponadto również obie rysowałyśmy. Wyjechałam do Egiptu pierwsza. Gdy w szkole pojawił się konkurs wokalny to ja coś osiągnęłam oraz to ja byłam chwalona przez nauczycielkę, gdy ty zostałaś okrzykniętą ,,tą, która źle śpiewa". To głównie moimi rysunkami jarały się koleżanki jeszcze ze świetlicy. To ja pierwsza zaczęłam dorastać oraz powoli się ,,okrąglić''. Byłam pierwsza, pierwsza też złapałam tę gówno, które jest prawdopodobnie depresją. Pod pewnym względem rozumiem, pod innym nie. Przepraszam, jeśli czułaś się jakbyś była w moim cieniu. Bo ja czułam jakbyśmy szły ramię w ramię z nieco innymi problemami. Ta dyskoteka, gdy siedziałam sama, a ty bawiłaś się z klasą sprawiła, iż się potem jak dobrze pamiętam popłakałam. Te zdjęcia, które widzę z nią oraz to, że teraz to ona jest ,,jedyną, której ufasz", gdy wcześniej byłam nią ja bolą, również. Cała ta popieprzona relacja, która się sypnęła. Tak bardzo mnie to boli, a według Ciebie i tak jestem tylko suką, której nie obchodzisz. Błąd, zawsze obchodziłaś. Tak jak sądziłam. Ale w trakcie poczułam, że to nie to samo. Że ty, to nie ty. Bo po prostu się zmieniłyśmy oraz rozeszłyśmy na własne strony. Kiedyś identyczne wręcz, teraz kompletnie odmienne. Gdybym miała jeszcze szansę pewnie powiedziałabym Ci to w twarz. Że tęsknię, że zjebałam, że w pewnym momencie przestałam czuć, przestałam mieć te uczucie zaufania oraz znania ciebie, nawet że do cholery jasnej chcę wciąż Cię mieć. Tylko tą wcześniejszą. Tę dziewczynę z klasy obok, która przychodziła niemal na każdej przerwie. A teraz nie raz nawet nie powie mi cześć, co dopiero o przychodzeniu. 

Byłaś dla mnie małą siostrzyczką, którą opuściłam,
jesteś dla mnie prędzej wspomnieniem niż teraźniejszością czy przyszłością
Kochałam Cię
A może wciąż to robię
W pewnym czasie przestałam wiedzieć

piątek, 9 lutego 2018

Mój aniołku - 09.02.18

Mój malutki, kochany aniołku, 
W chwili gdy usłyszałam, że będę miała brata nawet nie wiesz jak bardzo się cieszyłam. Choć nie zaprzeczę również, iż osobiście wolałam mieć starsze rodzeństwo, ale na to było już trochę za późno. Obiecałam sobie wtedy, że będę najlepszą siostrą jaką tylko mogę być, na całym świecie nie znajdziesz lepszej. Spieprzyłam. Że zaufasz mi całkowicie, będziemy się razem bawić czy gadać o tym co nas trapi godzinami. Pamiętam naprawdę wiele co do naszego dzieciństwa, choć prawdę mówiąc to ile faktycznie z tobą byłam było krótkie. Z początku najwyraźniej bawiłam się w śmieszka, bo nazywałam cię ,,Ślimak" oraz po cichaczu wmawiałam Ci, że to twoje imię. Nie komentujmy powodów dlaczego, byłam dzieckiem, ja sama nie wiem. A potem mama nakrzyczała na mnie bym przestała, bo pokręci Ci się w głowie. Nadal pamiętam, że darłeś się jak opętany, a twoja głowa przypominała wtedy pomidora, zresztą zazwyczaj też miałeś jakiś dziwny czerwony znak na czole - normalnie wybraniec - choć z czasem znikł. Nasz ,,brum brum", którego czyściliśmy godzinami oraz faktycznie sprawiało nam to radość, co jest zresztą zabawne, patrząc na to jak aktualnie tego nie cierpimy. Jak dopiero uczyłeś się chodzić i spadałeś na tyłek za każdym razem, również za każdym razem płacząc. Gdy przebierałam Cię za księżniczkę, a ty zresztą nie miałeś nic przeciwko, śmiałeś się i wymachiwałeś tą różową torebeczką z pieskiem, dumnie nosząc koronę. Albo nasze zabawy małymi figurkami Littlest Pet Shop, kochałeś je i zawsze prosiłeś, abym Ci je zostawiła, albo jakieś oddała. Ale ja byłam nieugięta, a finalnie je zwyczajnie sprzedałam. Przepraszam, że o tobie zapomniałam i ich Ci nie oddałam, chociaż szukałam wtedy sposobu na zdobycie pieniędzy. Wciąż pamiętam ten zawód w twoich małych oczkach. Przy tobie byłam ,,tym grzecznym i nieproblematycznym dzieckiem", nagle to nie ja miałam rzekome ADHD, a ty. Zresztą, akurat w twoim przypadku było to trafne, ale przemilczmy to. Nie raz sypałeś na mnie piaskiem całą brudząc, gdy się huśtałam. Chciałam Cię za to zabić. Wchodziłeś na trampolinę i przeszkadzałeś. Za to również. Czy po prostu mówiłeś coś nie tak, ośmieszając mnie przed znajomymi. Teraz wiem, że mogłam częściej stać po twojej stronie i przyciągnąć do siebie, dołączyć do zabawy. Nie doprowadzać do stanu, gdy krzyczałeś, że nikt cię nie lubi i jesteś najgorszy. Bo wiesz czemu? Bo właśnie rozpoczynałam nieświadome niszczenie malutkiego, niewinnego i zwykle naiwnego dziecka.  Któremu trzeba było pomóc, przytulić, wytłumaczyć, a nie krzyczeć oraz ignorować. Miałeś problemy ze znajomymi, prawie ich nie miałeś. Wychowywałeś się na tablecie, gdy wszyscy przychodzili do mnie bawiąc się wyśmienicie wyganialiśmy cię z pokoju. A ty nie miałeś jak ja w twoim wieku znajomych, którzy by cię rozumieli, bawiąc się z tobą. Byłeś sam, bo i rodzice zajęci byli własnym życiem. Nie pozwalałam wchodzić do własnego pokoju, nie pozwalałam dotykać własnych rzeczy, nie pozwalałam Ci czasem nawet się tylko o coś spytać. Zamykałam siebie, raniąc ciebie. Przepraszam za nie bycie tym kim chciałam być. To wszystko ukształtowało nieco twój charakter, już nawet nie próbujesz ze mną rozmawiać, a jeśli to rzadko, bo wiesz, że rozmowa będzie krótka. To nie te same czasy. Nie zwierzasz się, bo chyba nie umiesz. W końcu dla rodziców nigdy tego nie robiłeś, komu więc powierzałeś własne myśli? Zabawkom i ścianom, pamiętam to. Dlaczego to nie byłam ja? Dlaczego się nie opanowałam? W moim życiu prawie cię nie było, naprawdę, widywałam cię góra 3 godziny na dzień. Parę razy krzyczałeś do mnie, że mnie nienawidzisz. Że wolałbyś nie mieć siostry. Nawet że chciałbyś, abym umarła. Że jestem dla ciebie nikim. Bolało, choć najwyraźniej na to zasłużyłam oraz przyznaję to. Spieprzyłam, uciekając we własne kąty, w których walczyłam sama z własnymi demonami. Ty nawet nie wiedziałeś, że byłam blisko śmierci. Ja nie myślałam ani trochę o tym co zrobiłby mój malutki brat, dowiadując się...że jego siostra po prostu się zabiła. Nawet nie wiedziałeś, o niczym z tego. Pamiętam jak raz, pomiędzy czterogodzinną łącznie rozmową z moją przyjaciółką po prostu do ciebie przyszłam. Nie pamiętam czy nawet nie spałeś, ale cichym, niepewnym głosem rzuciłam tylko
,,Hubert? Śpisz?"
,,Nie"
Byłam cała we łzach, zaczynając cię zaraz przepraszać. Tłumacząc, że wcale nie miałam na myśli tylu złych słów, że nie chciałam być najgorszą siostrą, którą sam mnie parę razy nazywałeś. Przeprosiłam Cię i to nie raz. Mówiłam, że możesz mimo wszystko zawsze na mnie liczyć, ale abyś próbował zrozumieć to, że nie zawsze mam humor na rozmowę czy zabawę. Że to nie twoja wina. A ja nawet jeżeli kiedyś bym znikła patrzyłabym na niego z góry. Wierzyła, bo coś osiągnie i jestem tego pewna. Była nawet jakby mnie nie widział. Jak taki ,,aniołek" jak sam nazywasz osoby, których już z nami nie ma. Nie odtrąciłeś mnie. Przytuliłeś jak mogłeś, jakby niezręcznie, ale jednak. Zapewniłeś, że jestem najlepszą siostrą jaką mógłby mieć, że nie chcę innej. Nie wiedziałeś co powiedzieć, gdy pytałam jak u ciebie, a rozmowa momentami była trudna do utrzymania. Nie nauczyłam Cię jak to jest się wygadywać. Nie nauczyłam Cię tego, kim powinnam dla ciebie być. Bo sama nie umiałam być jaka powinnam. A teraz patrzę na tego małego, szmacianego aniołka, którego uszyłeś sam na jakiejś swojej wycieczce. Jakiś czas temu wszedłeś do gabinetu gdzie siedziałam oraz nieśmiało mi go dałeś, jakby bojąc się wygonienia. 

Kocham Cię, Hubert. Wciąż jesteś moim małym braciszkiem, wciąż chcę dla ciebie dobrze, wciąż mi zależy, choć tego nie pokazuję i to nie raz, choć teraz coraz bardziej się staram. Po prostu przepraszam, że nie byłam tym kim powinnam. Ale ty mi wybaczyłeś oraz wierzyłeś, wciąż biorąc mnie za siostrę. Jakim człowiekiem trzeba być, by potrafić wciąż kogoś takiego kochać?







czwartek, 8 lutego 2018

Dwa oblicza - 08.02.18

Czasem czuję brak kontroli. Sądzę, że własnie to sprawia, iż boję się własnej osoby. Gdy jestem smutna. Gdy jestem zła. Gdy jestem obojętna. Boję się, bo czuję jakby były to dwie inne mnie. Jedna, którą znam oraz wiem, co mogłaby zrobić, co czuć, a także ta, która jest kompletnie nieobliczalna. Nie znam jej, jest potworem. A raczej znam zbyt dobrze i zbyt długo, choć wciąż nie jest poznana. Taka druga ja, która we mnie wrosła. Czasem patrzę na nią jak na takiego prywatnego diabła. Który niszczy wszystko co spotka na drodze, wszystko co widzi, wszystko co ma. Który ucieka dopiero, gdy wszystko jest w popiele, a ja zostaję sama. Zdezorientowana, we łzach, ledwo oddychająca, orientująca się, że ,,Hej, to zniszczone. To koniec, to jebany koniec. Zjebałaś, nie naprawisz tego. A wiesz dlaczego?". Ponieważ to ja to wszystko zniszczyłam, niby świadoma, niby z pewnością, choć teraz jakby...dziwnie zraniona. Ale dlaczego tego nie da się naprawić? Już tłumaczę, ponieważ już nie ma czego naprawiać. Wszystko co zostało odeszło. Wszystko co kochało - przerwało. Wszystko co było ,,stałe" znikło, mimo tysięcy zapewnień. Hej! Zostałaś sama, mam nadzieję, że się cieszyć, bo teraz jedyne co ich wspomni to twoja osoba oraz ta piekielna cisza, która zamiast ułatwiać utrudnia. Chcesz błagać o przebaczenie, ale to już nic nie ważne. Powiedziałaś co chciałaś, a oni to zrozumieli. Kazałaś odejść - odeszli. Lecz czemu to aż tak boli? Błagam, wróćcie. Ja nie chcę być sama, ja nie znów niszczyć, ja nie chcę by ten potwór pożarł również mnie. Nie chcę, nie chcę, nie chcę, kuźwa, nie chcę.

A potem się budzę. I wiem, że jeszcze są. Albo po prostu są. Jednak wytrwali, ale ja i tak czuję się jak skończona suka, która ich zraniła. Sprawiłam, że moi najbliżsi mieli zły humor czy wypuścili przeze mnie łzy. Niszczę, choć jeszcze nie zniszczyłam. I tak, to dlatego się boję. Bo ja nigdy nie wiem kiedy potwor będzie potrzebował więcej. Kiedy pożre wszystko co tylko mam i kocham. Kiedy sprawi, że zostanę sama oraz bez grama nadziei.

Potworem jestem ja. Jak więc mam uciec?

niedziela, 4 lutego 2018

CELE, SPÓŹNIONE, ALE JEDNAK! - 2018

Dobra, zignorujmy na wstępie fakt, iż ten post miał się pojawić niedługo po podsumowaniu, okay? No i wspaniale. Bądźmy sobie typowymi ludźmi, którzy bawią się w postanowienia noworoczne oraz napieprzają o ich sile do tego. Czy wyjdzie? Nie wiem. Jednak ustalenie zasad czasem ułatwia grę.

Do czego więc dążę w tym 2018?

  1. Poprawy, jest to priorytet w tym wszystkim. Rok dwutysięczny siedemnasty wydał mi się klapą, a przecież miał być zmianą. Szkoda tylko, że przeszła ona na złą zmianę z początkowej dobrej.
  2. Śpiewu, a raczej do większego rozwinięcia się w tym kierunku. Założę kanał z coverami, kto wie może i autorskimi piosenkami. Będę codziennie się rozgrzewać, próbować faktycznie pisać i tworzyć, bo bez tego ani rusz. Jeśli chcę coś osiągnąć muszę starać się zawsze.
  3. Lepszego wyglądu. To ważne, nie mogę być z nastawieniem ,,będzie jak będzie". Jeżeli chcę być ładna, muszę o to walczyć oraz się starać. Nie zapominać o rutynach, przywiązywać większą uwagę do tego co robię, jak robię, ile robię oraz czym to skutkuje.
  4. Przestanę się garbić, stanę się nieco bardziej ,,dumna", choć nie sztuczna. Będę potrafić przykuć wzrok, choć w tym dobrym sensie. Poczuję zazdrość innych, jeśli tylko zechcę. Będę tym kim chciałam być, nie wstydząc się tego.
  5. Pójdzie mi lepiej z nauką, będę miała pasek, a nawet jeśli jednak się nie uda nie będę na ,,to nie ważne, cokolwiek", a zwykłych staraniach, aby również dać radę na chociaż ,,dobrze"
  6. Nie oczekuję nagłego wyzdrowienia, bo jestem po prostu chorym, pogubionym człowiekiem. Ale czego więc oczekuję? Oczekuję, że wciąż będę walczyć. Tyle iż teraz nie tylko dla nich, teraz również dla siebie.
  7. Będę więcej próbować, ponieważ bez tego nie mogę się ruszyć. Przejadę się na tym? Trudno. W końcu co mi szkodzi, skoro sam dwa tysiące siedemnasty był takim dołem. Teraz wydaje mi się, że może być już tylko lepiej. Ewentualnie może być koniec. Ale jego unikam, tak? Będę więcej wychodzić, ryzykować, bo bez ryzyka nie ma zabawy. Postaram się spojrzeć na świat znowu z kolorami, znowu będę dobijać się do tej piękności, byle tylko na chwilę nie myśleć o tej ciemnej sferze.
  8. Będę walczyć o własne opinię, przyszłość oraz najbliższych. Będę buntowniczką, jeśli potrzeba, jeżeli nikt inny nie wyjdzie przed szereg - wyjdę ja. Stanę się wzorem dla samej siebie, bo to jeden z kroków do lubienia siebie oraz do sympatii do mnie ze strony ludzi. Jednak nie przez sympatię będę waleczna. Walka to po prostu coś na co ktoś musi iść, a jeżeli nikt inny się nie odezwie to kto nas wyzwoli, tak? Będę żołnierzem czy rebeliantką, nie będę stać cicho, gdy coś dzieje się obok mnie. Nie będę taka jacy byli inni, gdy to mi coś się działo.
  9. Wszystko co moje mnie reprezentuje, stąd też skupię się bardziej na moim pokoju czy też małych pierdołach jak sam piórnik do szkoły. Sprawię, że chociaż pod tym względem rodzice będą się mniej denerwować. 
  10. Ustalę zasadę - jeśli robisz to nie ,,zaraz", bo zaraz może już nie nadejść. Wstajesz, robisz, wracasz do wcześniejszych spraw.

sobota, 6 stycznia 2018

ROK - podsumowanie.

Ostatnie dwa miesiące choć bez wpisów nie bywały tak ciche jakimi mogłyby się zdawać. W sumie ty, który to czytasz zapewne o tym wiesz. A może nie wiesz, nie czytam ci w myślach, nie widzę tej twojej twarzyczki w moim nieco ciemnawym świecie. Wspomnienia są jednak ulotne, prawda? A te miejsce je zbiera oraz zapisuje moje wzloty oraz upadki. A trudno zaprzeczyć, w tym roku było ich naprawdę wiele. Rok dwa tysiące siedemnasty minął, pojawił się dwa tysiące osiemnasty.

Tak więc zapraszam w tę nieco chaotyczną podróż. Zachęcam znalezienie jakiegoś dobrego picia, może popcornu. Ewentualnie czekolady, kto nie lubi czekolady?

Styczeń - Na ,,dobry początek" chwilę po północy się popłakałam. Głównie przez mój - z każdą chwilą rosnący - wkurw. Wciąż pamiętam to jak moja siostra starała się mnie uspokoić i właściwie w akcie tego, że nie wiedziała co zrobić wsadziła na mnie psa, mówiąc, żebym spojrzała na to jak mnie kocha. Jednakże to, iż pierwsze kilkanaście minut było chujowe nie znaczy od razu całego chujowego dnia. Bo nie. Potem ,,uratował" nas mój sąsiad oraz jego przyjaciel, kolega, whatever, ktoś. Nabijaliśmy się, żarliśmy, lataliśmy, a jeden z nich swoją drogą nauczył się, że ze sztucznymi ogniami oraz tymi podobnymi trzeba uważać nieco bardziej po tym jak prawie nie spaliliśmy jakiegoś drzewa, a ten poparzył sobie nieźle dłoń. Co zrobisz jak nic nie zrobisz, no ba, że nic. Potem nastąpił wielce wyczekiwany czas. Ferie! Które swoją drogą spędziłam z tym samym towarzystwem na nawalaniu się, rozmawianiu, słuchaniu muzyki, graniu w karty (nigdy nie graj z nimi w karty, NIGDY. To musi być stworzone przez diabła) oraz torturowaniu się nawzajem. Ta, torturowaniu, bo okazało się, że jednak nie można bezkarnie dźgać ludzi oraz można zostać przez to wyłaskotanym. Mimo to przeżyłam i było zadziwiająco klimatycznie, a także miło. Miałam przy sobie naprawdę wiele osób oraz jednocześnie poczułam się nieco...dziwnie? Sztucznie jeśli chodzi o niektórych z nich, to wszystko było takie nierealne. Nie wierzyłam, że mogłabym być na tyle lubiana oraz iż w ogóle komuś na mnie zależy. Najwyraźniej była to nieświadoma decyzja ,,za blisko, odepchnij"
Luty - Tam tam taram, szkoła. A także złote czasy ,,Dewiacji" czyli konfy, którą założyliśmy z grupką od wyjazdu w ferie. Jednakże proszę tego nie mylić, znać to myśmy się znali prawie wszyscy od dzieciństwa. Dziwne głupawki w nocy, głupie pisanie, wysłuchiwanie się nawzajem, wkurzanie oraz zabijanie w myślach czy doradzanie miłosne najstarszej wśród nas. Wtedy również pisałam dzień w dzień zresztą z pewną osobą stamtąd, którą coraz mocniej lubiłam. Jednakże przeczucie mi dokazywało oraz wiedziałam, że długo trwać to nie będzie. No i nie trwało.
Marzec - A co jest idealnym ukazaniem tego? Marzec, na chwilę o sobie zapomniałyśmy najwyraźniej, bo życzenia urodzinowe były jedyną wiadomością od niej po dłuższym czasie. Nie pamiętam czemu oraz kiedy dokładniej się to stało, ale oddaliłyśmy się. Dla mnie nie było to jednak zresztą nic nowego. Ludzie przychodzą i odchodzą, nie? Moje relacje ogólnie wtedy zaczęły nieco powymierać z coraz większą ilością ludzi, nie było to nawet właściwie spowodowane niczym większym albo tego nie pamiętam. Po prostu, oddalałam się, zamykając w sobie.
Kwiecień, swoją drogą, mój miesiąć - Ten miesiąc kojarzy mi się głównie z paroma słowami. Avira, role play, bal oraz przeczucia. Oj tak, miałam wtedy tak wiele przeczuć, które tak często się sprowadzały, że szczerze mogłam wtedy iść na proroka, bowiem mimo iż nie wiem dlaczego to się tak działo - ja miałam rację. Praktycznie definitywnie niektórych straciłam oraz był to czas, gdy ,,Dewiacja" się ostatecznie zniszczyła. Rozkład naturalny? Kto wie. Wydaje mi się, jednak że to ja sama nieco za bardzo odsunęłam się od reszty świata pochłonięta albo uczeniem się, albo przeżywaniem role playa. Wstąpiłam w ich świat normalnie niczym meteoryt z nieba, mam czasem nawet wrażenie, że jakby nie ja to oni wciąż byliby...jak przedtem. Ale April ma to do siebie, że albo naprawia, albo niszczy. Czułam się jakbym wstąpiła w bajkę, w którą za wszelką siłę starałam się wpasować. Jednak moja osoba wielu nie przypadła. Mieli ochotę mnie z tego wykopać, a ja po prostu tłumiłam w sobie zranienia, nie do końca mając komu się zwierzyć. Jakby nie liczyć sierpnia, tu działo się najwięcej. Najwięcej śmiechu, płaczu, ale miałam wrażenie, że było powoli lepiej. Złudna nadzieja, historia się powtarza, a pewne osoby postanowiły zrobić mi tam na złość. W tym samym czasie zaczęło się sypać, więcej i więcej, a ja nie miałam już nawet jak odejść od tego na chwilę w głupiej grze literackiej. To był czas, gdy pierwszy raz tak bardzo poważnie zaczęłam planować coś złego. Nie przez role play, to byłoby głupie. Głównie przez moją osobę, myśli, to jak wiele zniszczyłam. Rodzinę, całą tę kumulację. Miałam już dość grania tej złej, bowiem wbrew pozorom to, co pisałam o pierwszych miesiącach również miało swoje ukryte złe strony. Oraz na przykład to, iż w towarzystwie czułam się jak najgorsza. Podobnie czułam się też w Avirze czy szkole, a nawet w rodzinie. Miałam dość, moje oczy zobojętniały. Nie potrafiłam myśleć o czymkolwiek co byłoby czym innym niż śmierć. Przestałam się uśmiechać, a co dopiero śmiać. Nie mówiłam nic, gdy nie musiałam, a nawet wtedy byłam niczym wrak. Odsuwałam się dzień w dzień coraz dokładniej planując mój koniec. Będąc go tak bardzo pewną, a nawet w rp udając tę samą osobę. To ciekawe jak bardzo dobrze grałam. Bowiem nikt nie zauważył. Albo zauważył, po prostu nawet nie spytał, a gdyby nie jedna osoba zdarzyć mogłaby się tragedia. Taka bratnia dusza, jak ją nazywałam. Jedno połączenie, a ja nabrałam nieco prawdziwych, nieudawanych emocji. Wyznałam do czego się szykowałam, ta nieźle zmartwiona kazała mi obiecać, że nic nie zrobię. Wtedy postanowiłam. Muszę się leczyć, bądź robić coś. Dopiero zauważyłam, iż nie da się od tego tak uciekać. Przestałam być obojętna, zaczęłam bać się własnej siebie. Ale w sumie, to było jeszcze niewinne. Nie tak chaotyczne, to była po prostu cicha śmierć.
Maj - Zraniona przez wiele osób mimo to starałam się odzyskiwać siebie, jakoś tego nie przeżywać. Choć nie będę kłamać, nie raz płakałam, czując się wyobcowana. Poznałam bliżej pewną osobę, nie żałuję tego. Patrzyłam na wiele z boku, choć byłam w nieco zamieszana bezpośrednio. Jednak nie było to to samo co w kwietniu. Tu nie ja byłam jedyną winną oraz jedyną złą. Pefekcyjne kółko adoracji okazało się nie być perfekcyjne. Coraz więcej kłótni, nauka, nauka, więcej nauki? Powoli się pieprzyło, głównie przez jedną osobę, która najwyraźniej uwielbia niszczyć. Ludzi, relacje, kto wie czy co innego. W sumie mogłybyśmy być podobne, jednak nie. Byłyśmy kompletnie inne, po prostu parę rzeczy zdecydowanie za bardzo nas łączyło. I tak się nie cierpiałyśmy.
Czerwiec - Ostatni miesiąc szkoły, dla niektórych zbawienie, a innych jeszcze co innego. Miesiąc, w którym oficjalnie coś nie wyszło. Brudy wyszły na jaw, a bajka okazała się nie być bajką, a nawet jeśli wśród nas było zbyt wiele ciemności oraz zła. Wciąż pamiętam jak płakałam z moją przyjaciółką na zwykłym połączeniu na messengerze. Obie to przeżywałyśmy, obie miałyśmy łamane serca. Byłyśmy chociaż razem co jest tu chyba jedynym plusem. I ja, i ona nie raz cierpiałyśmy będąc w tym jednym, tak wiele zmieniającym rp, a jednak nie chciałyśmy tego kończyć. Nie wiedziałyśmy jak to jest żyć bez tego. Więc nie przestałyśmy, niektórzy się wykruszyli, ale my aby zacząć coś nowego, a także nie kończyć nas rozpoczęłyśmy drugi, nowy sezon.
Lipiec - Początki wakacji oraz coraz więcej...wszystkiego. Wiele się zmieniło, trudno zaprzeczyć. Mimo to było nieco bardziej miło, familyjnie, nie wiem. Może wyłącznie z mojej perspektywy, bo wiele osób zmieniło do mnie nastawienie, ale nie zaprzeczę, że mnie to cieszyło. Pewne osoby wciąż mnie przerażały, a potem jakoś wyszło te ,,Kocham Cię, April". W tamtym momencie poczułam tak cholerne szczęście, bo miałam wrażenie, że wreszcie się odnalazłam. Wiele osób wchodziło w naszą krainę, ale i szybko wychodziło. Z doświadczenia wiem przecież, że początki są trudne. Naprawdę naprawiłam wiele, poprawiłam się oraz cóż, stało się równie wiele. Miałam ochotę wytulić ich wszystkich, a w prawdzie wciąż trzymałam w sobie wiele obaw oraz strachu. A także, niestety, zranienia. Bowiem tak szybko nie zapominam, wciąż byłam niepewna oraz zwyczajnie się bałam. Poznałam lepiej zajebistą osobą, a raczej zaczęłam poznawać, a u mnie zaczęło się nieco pieprzyć. Tylko wtedy nie wiedziałam, że następny miesiąc będzie u mnie najtrudniejszym wśród całego życia.
Sierpień - Tak jak mówiłam, tak jest. Przez ten rok sam miesiąc kojarzy mi się z ciemnością, walkami, bezsilnością. Tak, powróciło te ,,coś" z soczystym ,,Wróciłem, suko". Złapałam się we własną klatkę, każdy dzień wydawał się gorszy. Wiele ukrywałam, ale potem i tak puszczałam ten opór, przyznając to jak się czuję. Wylałam wiele łez, a w pewnym momencie trzymałam nóż w dłoni jakby gotowy na ten decydujący ruch. Stchórzyłam, niektórzy sądzą, że to dobrze, ale ja nie wiem. Nie wiem, to się nie powiem. Nie wiem było również u mnie naprawdę częstym zwrotem. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, co powinnam robić, co powinnam czuć, co powinnam zmienić, jak to naprawić. Nie wiedziałam nic, a ta straszna część mnie się ukazała. Czasem czułam się również jak dwie inne osoby. Ta przy załamaniach oraz ta przed. Nie było spokoju, nie potrafiłam go zaznać. Dzień w dzień więcej złych myśli i szczerze? Naprawdę nie sądziłam, że dożyję do września. Że dam radę. Nie sądziłam zwyczajnie, iż pomimo tak częstego poddawania się to wytrwam. Najwyraźniej wytrwałam, bo to do was piszę, ale ból jaki wtedy czułam to coś, czego nie umiem teraz już nawet opisać. Nie pamiętam wiele wspomnień, bowiem drugi raz zawładnęła nim ciemność przysłoniona złymi odczucia oraz walką. Wiedziałam w tym jednak jedno. Nigdy nie czułam się aż tak źle oraz aż tak nie potrafiłam znieść własnej siebie. Nigdy nie żyłam kompletnie dla kogoś, aż do tego momentu, bowiem wtedy moja osoba jedynie chciała spoczynku oraz chwili wytchnienia. Chciała zniknąć lub narodzić się od nowa. Strasznym w tym jednak jest to, iż nie raz nie ufałam własnej sobie. Oraz jeszcze okropniejszym to, że wiem i to z jaką pewnością wiem - gdyby nie strach oraz obietnice, choć i tak słabe nie byłoby mnie tu. Jak bardzo źle to brzmi, to pewność. Jak cholernie cieszę się, że niektórzy wtedy ze mną wytrzymali. Po prostu nie zostawili mnie, bo gdyby jeszcze oni nie byłoby tu nikogo. Byłabym sama pożerana żywcem przez samą siebie.
Wrzesień - Nowy rok szkolny, nowa nauka, nowa klasa. Nie, to źle brzmi. Klasa ta sama, ludzie ci sami, po prostu stałam się rok - również szkolny - starsza. Mimo to byłam od początku zrezygnowana, nie do końca wypoczęta po sierpniu pełnym zdarzeń. Nie byłam napalona na najlepsze oceny, nie byłam również spragniona idealnych relacji z innymi. Wyciszyłam się, uczyłam gdy musiałam, a najlepiej wcale. Pogrążona w sobie, nie raz na lekcjach zajmowałam się czym innym jak myśleniem o niczym. Byłam bardzo rozkojarzona, a gdy na chwilę zostałam kompletnie oderwana od telefonu, więc i osób w nim poczułam się pusta. Niby byli, ale nie ze mną. Miałam wtedy już kompletnie wylane na to, co się stanie, jak się poczuję. Po prostu błagałam, by wrócić do tej bezpiecznej sfery miłości oraz zrozumienia. Z rodzicami było coraz gorzej, do mojego życia weszła nowa rutyna, bowiem okazało się, że ze zdrowiem również nie najlepiej. Moje nastawienie to było ,,przeżyć", bo i tak byłam pewna braku szczęścia. Nie umiałam go znaleźć, więc co by się teraz zmieniło? Nie wiem. Sam początek, a nawet tam posypały się słabe oceny, nauczyciele mnie znielubili - choć nie wszyscy - a ja, czułam się jak taki liść na wietrze. Nawet nie wiedząc za czym nadążam, bez chwili spokoju. To głównie co pamiętam, ale są w tym plusy. Pewne osoby jeszcze mocniej się do mnie przybliżyły, a gdy tylko mogłam wracałam do czegoś, co wciąż było domem. Nie mogłam doczekać się chwili ich zobaczenia, zaczęłam być nieco zazdrosna o kogoś, o kogo nie powinnam. Zwłaszcza ze świadomością, iż pewnie nie jestem dla niej kimś więcej, a ona ma już swoją duszyczkę. A ich relacja o dziwo podupadała. Wciąż pamiętam jak uspokajałam ją po tym jak ta druga postanowiła wybaczyć pewnej toksycznej osobie. Od tego się zaczęło, to, co nas rozwaliło oraz wstrząsnęło postanowiło powrócić. Ale już nie byłam tak naiwna, cicha czy milutka. Czułam się silniejsza, bo miałam przy sobie rodzinę.
Październik - Gdybym miała kierować się skojarzeniem? Halloween, jedyne na co czekam. Tu jednak organizacja podpadła, ludzie, wszystko się nieco pokręciło i to na czym się skończyło to były dekoracje oraz żarcie z siostrą, której swoją drogą wyznałam wtedy to jak wiele ją omijało, a także iż nie jestem wcale taka jaką się wydaje. Powiedziałam po prostu to, na co zbierałam się miesiącami. Moje relacje z główną ,,adminką" role playa czyli naszą ,,królową miłości" uschły. Czułam nie raz jej złość na sobie, przestała chyba nawet starać się być miłą. Bolało mnie to, bo nie wiedziałam, co znowu zrobiłam oraz dlaczego kolejny raz zachowuje się zwyczajnie jak wcześniej. A potem usłyszałam zwykłe ,,April, zamknij się". Szczerze? Bolało, znowu poczułam się jak w kwietniu. Nie chciałam do tego wracać. Okazało się jednak, że duszyczka pewnej cholernie ważnej dla mnie osoby, a raczej ich relacja nie jest taka wspaniała. Ona sama czuła jak to wszystko się psuje, a ja patrząc na to, co się dzieje - a informowana byłam z każdą chwilą - stwierdziłam, że jak to się nie zmieni staną się toksyczne, a ja tego dla niej nie chciałam. Już było, po prostu nie chciałam być nieco za mało taktowna.
Listopad - Ten miesiąc pamiętam chyba najgorzej ze wszystkich. Nauka mnie pochłonęła, podobnie jak niektóre osoby, ale role play nieco ochłonął. Pisałyśmy mniej i mniej, wszystko powoli stawało się obce. My stawałyśmy się dla siebie obce, wszystkie bałyśmy się, że to się skończy, ale jednocześnie byłyśmy cicho. Ta sama osoba, która kazała mi się zamknąć sprawiała wrażenie jeszcze mocniej nienawistnej do mnie, a potem również sztucznie miłościwa do mojej przyjaciółki. Zresztą, była niemal jak do mnie w sierpniu czy pod koniec lipca, również bolało. Pewne dwie osoby z naszej Avirki się zamknęły, ja sama odsunęłam, wszystkie nieco zawaliłyśmy.
Grudzień - Święta coraz bliżej, a my w końcu postawiliśmy sprawę przed światłem dziennym. Rozpadałyśmy się, tego nie chciała żadna. Wszystko było inne, podobnie jak same my. Przestałam ignorować pewnych rzeczy, a to jak bardzo zaczęła irytować mnie zmienność, fałszywość oraz to jak rani innych jedna osoba była wylewana po cichu. Powstał pomysł trzeciej generacji i chociaż pewna osoba zdecydowanie przesadzała, a jej hipokryzja tam oraz to jak bardzo przesadzała doprowadzała prawie każdą w końcu do płaczu. Nie rozpadłyśmy się, w sumie nie marudzę. Nie jest idealnie oraz nigdy nie było, ale nie jestem sama. A skoro nie jestem sama to jestem silna. Zamierzam walczyć o własne szczęście oraz szacunek do siebie, zwłaszcza to, abym mogła spokojnie wyrażać własne zdanie. Bo chyba to się liczy, nie? To chyba prowadzi do szczęścia. Tak sądzę.

A potem nastąpiło teraz, trzysta pięćdziesiąt sześć dni po kolei z nowym dniem, nową szansą oraz nowymi upadkami oraz co tu ważniejsze - wzlotami. Kto by pomyślał, że dojdę do tego momentu. Więc tak oto, ja, April, po prostu czekam na kontynuacje mojej historii, w którą wparowały pewne niesamowite osoby.