Zakładki

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

POTRZEBUJĘ POMOCY - 03.04

To ten dzień.
Nie wiem czy zmieni on coś w moim życiu czy niczym zniknie i nic nie zmieni niczym zwykłe, rzucone na wiatr słowa.
To dziś postanowiłam, że poszukam pomocy.
Wszystko się przeciąga, mimo upływu lat. Wiedziałam, że potrzebuję pomocy, właściwie nie od dziś. Mimo wszystko odkładałam to na potem, bałam się, były lepsze chwile i sądziłam, że już nie potrzebuję. Teraz widzę, że to niekończące się kółko. Trzeba je przeciąć i pozwolić mi się uwolnić. Lecz bez nożyczek, od środka tego nie rozerwę, ja mogę za to bardzo pomóc, bo bez pomocy nigdy się stąd nie uwolnię.
Wracając.
Rozmawiałam z mamą. Poprosiłam ją o chociaż popytanie się w sprawie psychologa, nawet nie mówiąc o stałych wizytach, a jednej, kontrolnej wizycie.
Wiem, że jest ze mną źle.
Jakkolwiek się staram, sama przez to nie przejdę.
Chcę, aby mi to w czymś pomogło.
Może wreszcie parę pytań mi się wyjaśni.
Nie powiem, że się nie boję, ale wiem, że od tego nie ucieknę.
Przez około 3 lata ten stan był nasilony, wracał i odchodził niczym fale morskie.
Wciąż wraca. Wiem także, że jeszcze wróci, lecz mimo wszystko może ta wizyta, choć trochę mi pomoże.

piątek, 31 marca 2017

PEWIEN ETAP - 30.03.17r.

Znasz te uczucie?
Gdy wypłakałeś z siebie kilogram łez, zdarłeś własny głos?
Czy w końcu zapadła cisza?
Łez zabrakło, zapanowała tobą nicość?
Brak uczuć innych od bólu.
Pokój zapada w ciszy.
Oddech, niby spokojny, ale co jakiś czas przerywany szlochami i łapczywym szukaniem powietrza.
To ostatni etap.
Nie
Nie
Przypominasz sobie wszystko. Że świat nie jest kolorowy, a dwie sekundy zmieniają wiele rzeczy.
Nie masz czasu na odpoczynek.
Płaczesz.
Znów.

środa, 22 marca 2017

JA NIC NIE WIEM - 22 marca

Drogi internetowy pamiętniczku!
Czuję się źle, nie pewnie i smutno. Tak sądzę, dotychczas wiedziałam chociaż o tym, że nawet w najgorszych chwilach będzie przy mnie jedna osoba. Wiesz co? To ja jestem przy niej bardziej niż ona przy mnie. I nie, nie winię jej za to, jednak w tych niepewnych momentach sądziłam, że ona mimo wszystko jest moją przyjaciółką. Co się zmieniło?
Ma innych, nie twierdzę, że nie jestem zazdrosna. Sądzę, że tak. Wszyscy mają tyle przyjaciół i znajomych, wiedzą kto jest kim, komu ufać, a komu nie.
Drogi pamiętniczku!
Ja nic nie wiem.
Czy to normalne, abym wahała się przy każdej możliwej okazji i w końcu źle wybierając?
W czasie ciemnego czasu w moim życiu to pasja i możliwość zaczęcia od nowa mnie uratowała.
Tęsknie za tym.
Kompletnie, ale to kompletnie nowym etapie życia, poznałam wtedy wiele wspaniałych ludzi - chociaż nie z wszystkimi wciąż utrzymuję kontakt.
Byłam niewiadomą, tajemniczą dziewczyną, której i tak nie można było do końca poznać. Znali moje historię, moje wspomnienia, poglądy. Nie znany wyglądu, wieku, czyli wszystkiego co w prawdziwym wieku może sprawdzić, aby ktoś miał do mnie uprzedzenia.
W ciągu ostatniego roku zmieniło się tak wiele rzeczy, że gdybym musiała to wszystko jakoś opisać - nie umiałabym. To byłoby zbyt chaotyczne i niezrozumiałe.
Żyłam wtedy w innym świecie, pogrążona w samotności i niezrozumieniu przez społeczeństwo. Niektóre szczegóły się nie zmieniły, zmieniłam się ja, moi przyjaciele, niektóre poglądy, zrobiłam wielki krok w przód z opowiadaniami oraz śpiewaniem, po czym zatrzymałam się.
Stoję tutaj. Czy ty wciąż mnie widzisz?
Zaniedbałam. Zaniedbałam wszystko, siebie, śpiew, pisanie, czyli moje dwie pasje, moich przyjaciół, chociaż nie wiem czy mogę niektórych tak nazwać, zaniedbałam plany, zmieniłam się.
Dorosłam?
Czy da się przez rok, a właściwie dwa lata tak bardzo zmienić i jednocześnie zostać tym samym pogubionym człowiekiem?
Dlaczego ja wciąż nie wiem?
Wciąż jestem tą ,,szaloną'' fanką One Direction, a pamiętam jakby to było wczoraj, gdy chwilę po odejściu Zayna na dobre dołączyłam do tego wspaniałego fandomu.
Pamiętam, trochę w mgle, ale czas, gdy pisałam Forever.
Teraz to też inne, nie ma już dla mnie znaczenia, sensu.
Co się zmieniło?
Wciąż trądzik, moje opowiadania nie zasłynęły, prawie nie piszę, prawie nie śpiewam
Wciąż te same problemy.
Czy zrobiłam w ogóle jakiś krok do przodu?
Na pewno, ale wciąż stoję w miejscu.
Jak to w ogóle możliwe?
Co ze mną nie tak?

wtorek, 14 lutego 2017

NIENAWIDZĘ - czyli upadki.



Czasem mam dni, gdy wszystko o czym myślę to, to, czego nienawidzę. Nie oszukując siebie, aktualnie jest tego dosyć dużo. To nie tak, że jestem osobą, pałającą nienawiścią do wszystkiego co tylko się porusza. Jakkolwiek to brzmi, nienawidzę, ale często przez własną siebie, a raczej powiązanie ze mną. Chcecie przykładów? Oczywiście!
Nienawidzę ludzi. Za ocenianie, ranienie, udawanie i zabawę uczuciami innych. Ja także oceniam. Różnica w tym taka, że nie wytykam komuś na siłę jego wad, ciesząc się łzami innych. Nie udaję, że jest mi z tego powodu żal, nie udaje, że jednak nie miałam tego na myśli. Nie bawi mnie sytuacji, gdy sprawiam komuś przykrość Nienawidzę ich także za moje własne starania, które mają gdzieś. Gdy potrafią jednym słowem zniszczyć marzenia. Nienawidzę ich z całego serca za ignorancje. Za momenty płaczu, który widzą wszyscy, lecz nikt nie zwraca na to uwagi. Wiesz co? Nie chodzi mi o wypytywanie, które tylko pogarsza sytuację. Wiesz, zwyczajne przytulenie i wesprzenie pomaga. Lecz ludzie także omijają. Omijają, ignorują, a potem zostawiają.
Kiedyś usłyszałam, że taka jest kolej rzeczy, ludzie nie są idealni, będziesz raniona, będziesz płakać, sama, niezauważona, będziesz także zostawiana, porzuca dla lepszych. Czasem chcę kazać wszystkim i wszystkiemu się pieprzyć, zostawić mnie chociaż na chwilę, przestań sprawiać ból.

 Tak funkcjonuje świat.

Ale wiesz co? Nie chcę, nie mogę i nigdy się z tym nie pogodzę, wiem, perfekcyjnie nie będzie, ale czy zamiast zamykania się w bańce ,,nieperfekcyjności'' nie możemy zacząć działać? Chociaż postarać się coś w tym zmienić? Jedna osoba nie zmieni nic - wiele, może zdziałać dużo.
No, ale to nie takie proste, prawda? To nie tak, że pstrykniesz palcem i bum. Każdy zechce zmiany, jednak ludzie przerażeni tym ile będzie przeciwników, jak można by było zmienić zdania części. No własnie, części.
Jednak nie robimy nic.
Żyjemy tak, jak zawsze. Rutyną i monotonią. Nie zwracamy uwagi na ważniejsze rzeczy, bądź odkładamy je na później... i później... i później...

Ale zeszłam z tematu. To może trochę później. Lęk omówimy kiedy indziej.

Nienawidzę wielu osób, rzeczy, sytuacji, a nawet uczuć. Takich jak, gdy przyłapie się mnie na zawstydzeniu czy gdy płaczę. Nienawidzę jak jestem tak zła, że płaczę. Płaczę zbyt często. Nienawidzę niektórych osób, które nienawidząc mnie, cieszą się z moich porażek. Przecież łzy to trofeum upadku, prawda?
 Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę.
Ale sekunda, co tak naprawdę w ogóle lubię?
Czasem myślę, że takie rzeczy nie istnieją, ale to nie tak, że nie istnieją. Są przysłaniane przez inne uczucia, odczucia, opinię, poglądy. Gubią się gdzieś po drodze, a że szybko zapada wzrok trzeba później szukać tego na oślep.
Co do mnie. Nie innych.
Nienawidzę przede wszystkim tego, czego nie potrafię zmienić. Nie ważne jakbym się starała, nie mogę. Wzrostu, który chętnie bym sobie zmniejszyła, nosa, ud czy nawet stóp, takie głupie szczególiki. Niby nikt nawet nie zwraca na nie uwagi. A no widzisz! Jednak zwraca!
Widziałeś kiedyś osobę, która płacze z powodu jej wyglądu? I co? Zrobiłeś coś? Ominąłeś, bądź wyśmiałeś? Wnikałeś w to dlaczego tak naprawdę płacze? Zgaduję, że nie.
Wciąż pamiętam łzy w moich oczach, gdy okazało się, że mam rozmiar o połowę większy czy, gdy przytyłam trzy kilogramy. Pamiętam wiele rzeczy. To nie tak, że zapominam. Ja po prostu o nich nie wspominam. Płakałam, gdy zobaczyłam jak wyglądają moje uda, gdy usiądę i wstydziłam się własnego wyglądu. Płacz, wydaje się, że robię to niemal na co dzień. Nie robię. Po prostu czasem wszystko mnie przytłacza, zwłaszcza rzeczy, których nie potrafię zmienić.
To właśnie w takich momentach potrzebuje czyjejś obecności, dotyku, słowa. Czegoś co pozwoliłoby mi nie myśleć o własnym ciele niczym o wrogu, obcym ,,czymś'', które tylko utrudnia wiele rzeczy.

Wiesz co?
Jednak oprócz nienawiści ja także tęsknię. Tęsknie za brakiem zmartwień, kompleksów, łez przez takie bzdury. No i osobą, tęsknie za zauważeniem mnie. I cholernym jednym zdaniem, która chociaż nic nie zmienia i tak pomaga:
,,Jestem tutaj''

22:07





WALENTYNKI - najgorsze i najlepsze święto roku.


Jak zapewne wiecie walentynki to najsmutniejsze ,,święto'' singli i (najczęściej) wesołe dla par. Mi mówiąc szczerze do tego roku to chyba wisiało, jeszcze nigdy nie spędziłam walentynek z jakimś chłopakiem. No, nie licząc momentu, gdy dostawałam jakieś czekoladki czy kwiaty od taty, bądź brata. Poza tym co roku spędzałam ten dzień dosyć zwyczajnie. Dostawałam parę walentynek - od koleżanek, nie chłopaków. Jakieś słodycze, które żarłam potem cały dzień, aż do znudzenia. Potem był czas wolny, wszystko co normalnie. Tyle, że w tym roku zamiast posiadać do tego neutralne przeczucia - przyznaję, jest mi z lekka smutno. Przede wszystkim, ponieważ nie ma z nami mojego taty. Wiem, w tym ,,święcie'' chodzi o cieszenie się ze związku, spędzenia czasu z partnerem, bądź partnerką.

U mnie jednak był to także dzień, w którym spędzałam czas z rodziną, która teraz nie jest w komplecie. Zresztą, powinnam być już do tego przyzwyczajona po roku czasu, ale to wciąż boli. Z pewnych powodów nie jest i nie będzie go przy wielu ważnych dla nas momentów, może np. nie przyjechać, na któreś z urodzin, ponieważ praca, by go wzywała. Tęsknię za nim, za dniami, gdy był, wracał do domu - rozmawiał z nami, oglądał telewizję. Gdy mogłam dyskutować z nim po parę godzin, zwierzyć się, przytulić. W takich momentach jednak nie tyle co potrzebuję chłopaka - potrzebuję obecności. Kogoś, w kogo bez problemu bym się wtuliła i mogła bez wstydu się wypłakać.

Smutne jest także to, że teraz, na całym tym cholernym świecie są osoby, które spędzają niezapomniane Walentynki. Ja siedzę, tutaj, na moim obracanym fotelu i piszę ten post.
Może bez powodu - to także możliwe, ale po prostu chcę się komuś wyżalić. No dobra, nikt tego nie czyta, ale co z tego? Nie mogę udać, że się przed kimś otwieram? Chociaż grać, udawać, że ktoś tego słucha i przeżywa ze mną?

Nie mam zielonego pojęcia co teraz zrobić.
Jak co roku - wpieprzyłam w siebie tysiące kalorii.
To chyba nigdy się nie zmieni.

Moja przyjaciółka znalazła chłopaka. No dobra, przez internet, w życiu się nawet nie widzieli, ale widzę w jej oczach to jak szczęśliwa jest kiedy tylko o nim pomyśli. Wysłał jej ,,walentynkę'', czyli jej zdjęcie słabo wklejone na jakieś kolorowe tło w serduszka, ale wiesz co? To ją urzekło. Nie narzeka, a wręcz jest w niebo wzięta i marzy o spotkaniu jego kiedyś w prawdziwym życiu.

Cieszę się jej szczęściem, jestem z niej dumna. No, jednocześnie sama czując się dziwnie samotna.
Nie oszukujmy się, siedzę teraz sama, w ciemnym pokoju przed ekranem laptopa, który i tak jest tutaj najjaśniejszy i piszę... Piszę, chociaż i tak w sumie sensu większego to nie ma, ale piszę, wciąż.

Może zrobię sobie maraton filmów romantycznych? Albo typowych wyciskaczy łez? Mam tyle poduszek, że mogę je uformować przecież na człowiekopodobne coś, no nie? Słodycze już sobie, jednak odpuszczę, co najmniej mnie mdli. Dla romantycznej atmosfery zawsze można zapalić świeczkę, oryginalne to nie jest, ale zawsze coś.

Także powodzenia dla mnie - idę udawać, że te Walentynki spędzam z kimś. Właściwie, spędzam. Ze mną, laptopem i blogiem. Pisząc, wciąż pisząc...


21:34

środa, 11 stycznia 2017

11 STYCZNIA - czyli czas wciąż leci.


Czas leci, przemija, a my nawet nie zauważamy kiedy. W życiu każdy ma przełomowy moment, w którym może zmienić wszystko. Co jeżeli kiedyś go przegapię? Co jeżeli kolejny raz zamknę się w sobie? Czy ludzie, jak wtedy - nie zauważali by tego? Czy płakałabym nocami? Próbowała czegoś, czego nie powinnam?

Serio, pierwsze co teraz przychodzi mi na myśl, aby się opisać to ,,zagubiona''. Po tym jak wczoraj bez problemu dowiedziałam się jak widzą mnie ludzie, a właściwie jedna dokładna osoba - nie wiem nawet co robić. Właściwie, najchętniej bym płakała, ale nie potrafię. Nie ważne jak się staram, to także mi nie idzie.

Od czasu, gdy pozostał mi tydzień do świąt, a ja nie miałam praktycznie niczego przygotowanego ciągle jestem przygnębiona. No dobra, nie ciągle, ale przez większy czas, zwłaszcza, gdy zostaję sama, nie muszę udawać. Mam wtedy więcej czasu na przemyślenia. Teraz muszę wreszcie rozgryźć kim jestem, a podobno wiedziałam. Najwyraźniej już wtedy nie miałam racji. Sylwester w końcu wyszedł mi wspaniale, ale dopiero na końcu pewne osoby mi go uratowały. Co gdyby to się nie stało? Kiedy miałabym właściwie czas, aby się rozerwać? Poczuć szczęśliwą? Wolną?

Boli mnie wiele rzeczy, ale przede wszystkim to, że nie zawsze wszystko idzie z moją myślą. Najgorsze są te starania wraz z ślepą nadzieją na poprawę, To wszystko wraca, często nawet ze zdwojoną siłą. Wiem, że nie będzie tak jak kiedyś. Dużo się zmieniło, sama ja także.Dlaczego nie płaczę? Dlaczego reaguję, tak jak reagowałam wtedy? Co znowu zepsułam? Kiedy to zrobiłam?

Może faktycznie żyję w swoim świecie, jestem samolubna, bez zrozumienia, podczas gdy zawsze sądziłam inaczej. Pieprzona ignorantka, idiotka, gorsza. Oprócz tego pierwszego, to wiedziałam już od dziecka. Niedawno tak pewnie mówiłam ,,nie wrócę do tego''. Pewność znikła, do czegokolwiek. Nie wiem w co mogę wierzyć. Znowu mam ochotę zamknąć się, odciąć od wszystkich. Wiem, że to złe. Brnę w to z tą wiedzą. Cierpię, ale jestem spokojna. W jakąkolwiek stronę idę - zawsze złą. Czasem zastanawiam się czy ta ,,dobra'' strona w ogóle istnieje. Może to zwykły wymysł, jakich wiele.

Teraz nie wiem.
Jestem zwyczajnie
Z A G U B I O N A.

wtorek, 3 stycznia 2017

,,ROK 2017'' - początek odmiany.

Tak właśnie zleciał rok dwutysięczny szesnasty, z chęcią zastąpiony dwutysięcznym siedemnastym. Może to dziwnie zabrzmi, ale ulżyło mi. Ostatni miesiąc tamtego roku był dla mnie przymuszaniem się, smutkiem. Często nawet nie wiedziałam dlaczego miałam tak zjebany humor. Zauważyłam, że nie tylko dla mnie ten rok był taki chujowy. Niektóre directioners żartują nawet, iż jest to przez zapomnienie Harry'ego o ,,It's'' na początku twitta, oznajmiającego o rozpoczęciu się nowego roku.
 To dość śmieszne przypuszczenie, ale kto wie, kto wie. Oczywiście, nie skreślam wszystkiego co zdarzyło się wciągu tego roku. Wręcz przeciwnie, było wiele pozytywnych wspomnień co do niego, takich jak np. dołączenie do zespołu wokalnego. Wystąpiłam na moim pierwszym koncercie. Nie ważne, że byłam właściwie tylko chórkami oraz nie miałam żadnej solówki. To, że jaka pierwsza wychodziłam pokazując nasz zespół. Poprawienie się moich ocen, czy chociażby postęp jeśli chodzi o własną samoocenę, a przede wszystkim koniec tego depresyjnego czasu w moim życiu.
To nie tak, że ten rok był jakoś specjalnie zły. Zwyczajnie nie wyróżniał się, albo to ja nie zauważyłam, aby wyróżniał się czymś specjalnym. Wydaje się być jak za mgłą. Wiem, że jest, ale nie do końca wiem czym tak naprawdę jest.
Co do początku roku dwutysięcznego siedemnastego, bo o tym miał być przecież post, nie było źle. Było wręcz wspaniale, w porównaniu do tego czego się spodziewałam. Teraz także mam bardzo dobry humor, choć był taki moment, w którym musiałam błagać samą siebie, aby się nie rozpłakać. To nie tak, że byłam smutna, no dobrze, może trochę, jednak przede wszystkim przezwyciężył wśród tego gniew. Przegapiliśmy fajerwerki, takie małe nieznaczące bzdety, a tak o to poszło. Zimne ognie się nie rozpaliły, my nie mogłyśmy zobaczyć tych wkurzających, głośnych i wybuchających światełek. Na początek roku krzyczeliśmy chyba najwięcej. Ja, wraz z siostrą zadzwoniłyśmy do rodziców jak to bardzo ,,babcia nam je zjebała''. Byłam załamana tym obrotem spraw. Dlaczego właściwie jestem tak szczęśliwa? Dlatego, bo dopiero potem pewne osoby ,,naprawiły'' nam sylwestra. No dobra, prawie nie spalili nam także drzewa i kawałka trawy, ale to nie jest naprawdę ważne. To było super miłe, chociaż wiem, że gdyby nie moja wspaniała kuzynka spędziłabym sylwestra płacząc. Dlaczego płacząc? Bo miałam z babcią niesamowite sprzeczki, a ja gdy mocniej się zdenerwuje zaczynam płakać.

Tak właśnie rozpoczął nam się rok, początek był dosyć stresujący oraz smutny, jednak dalsza część to wszystko przysłoniła.

Jak będzie dalej? To okaże się z czasem.