Zakładki

czwartek, 12 października 2017

PECH - 12.10

Mam wrażenie, że mam zwykłego pecha. Jakby to jak się urodziłam było trochę nieudane. Jakby to jak żyłam było tylko gorsze. Jakbym zawaliła ja, ewentualnie geny. Spójrzmy w oczy. Chcę stać na scenie, chcę śpiewać. Chcę spełniać marzenia, być dumną i podziwianą przez tych, którzy we mnie nie wierzyli. Ale mam wrażenie jakby wygląd potrafił psuć wszystko. Grać można zawsze, można udawać, że ja to nie ja, a kto inny. Problem pod względem urody jest taki, że tu wiele nie możesz zmienić naturalnie. Masz za duży nos? Operacja! Niepasujący ci kolor włosów, który bardziej oszpeca niż poprawia cokolwiek? To już farbowanie! A jak masz trądzik to masz ogólnie przejebane, tego się operacją nie pozbędziesz, a jeśli będziesz bawić się w kosmetologię - możesz to bardziej rozprowadzić, bądź po prostu nie dasz sobie rady. Wychodzisz źle na każdym zdjęciu zrobionym dla ciebie przez innych? Chuj! Tu również zrobisz tyle co nic, mimo że starań może być wiele.

Czasem mam ochotę urodzić się z twarzą kogo innego, tak szczerze. Abym nie musiała bać się każdego zdjęcia robionego mi przez osobę, która nie jest mną. Abym cieszyła się własnym wyglądem i dumnie kroczyła przez życie bez kompleksów. Abym intrygowała, zaciekawiała oraz zachwycała, była uważana za ,,kogoś", a nie ,,coś". W tym problem, że nawet jeśli starałam się wiele i długo - wciąż mam wrażenie jakby to zwyczajnie niczego nie pomagało. Znów psuję, bądź moje próby nie dają jakiegokolwiek skutku. Wracając, scena. To jej chcę jak i ludzi. Spełnienia, szczęścia. Patrzę na gwiazdy i praktycznie każda z tych najsławniejszych jest śliczna, wyróżniająca się. A co jeśli ja wyróżniam się, ale nie do końca pod dobrym względem? Jestem zmęczona bycia niewystarczającą pod każdym względem. Nigdzie nie jestem w pełni ,,dobra". Nie mogę nazwać się tak z pewnością, bo jej nie mam. To chujowe uczucie, gdy widzisz jak to, co robisz nie ma sensu, a przecież i tak nad twoją przyszłością może zadecydować coś co nawet nie jest twoją decyzją.

Znalezione obrazy dla zapytania i want to be pretty tumblr

piątek, 6 października 2017

W BIEGU - 07.10

Życie składa się ze zmian. To przecież zabawne w związku z tym jak wiele osób ich nie lubi. Mimo tego wciąż są - te lepsze czy te gorsze. Ryzyko, również ważny czynnik wpływający na nie. Nigdy nie wiemy co będzie jutro czy za tydzień, dwa, miesiąc, rok. Przecież przez jedną idiotyczną decyzje tak wiele potrafimy zjebać. Ale są także takie ryzyka, których podejmowania się nie boimy. Bądź boimy, ale i tak przecież się ich podejmujemy. Dlaczego? Jakiś czas temu doświadczyłam odczucia. Takiego zwykłego przeczucia typu ,,wraz z tym faktem wiele się zmieni". Wiele zyskam lub stracę. Ale wiecie co? Coś kazało mi podjąć te ryzyko. Coś kazało mi próbować mimo tak wielkiego strachu. A wiecie co jest lepsze? Bo teraz ani trochę tego nie żałuję. Fakt, zmieniło się wiele. Nie zaprzeczę, są wielkie plusy, również wielkie minusy.

Wśród tego poczułam, że znalazłam przyjaciół. Tak kochanych, że można by się o nich bić i zamierzam to robić. Takie osóbki, do których faktycznie można zwrócić się w każdej chwili. Dzwonić po nocy, płacząc czy obgadując razem jakąś sukę. Żartując, próbując, planując. Wśród tego jest również strach. Bo były pewne momenty w moim życiu, które uważałam za idealne. Jednak to nie były nawet dni. Takie zwykłe parę minut, gdy czujesz szczęście, ale przecież właśnie one musi za chwilę znów uciekać. Zauważyłam, że póki co moje życie polega na biegu. Nie jestem pewna nawet do końca za czym. Nie wiem czy to szczęście, wspomnienia, marzenia, ale biegnę, a gdy już coś złapię - wyślizguje mi się to z rąk. Więc tak, bez problemu mogę stwierdzić, że boję się jak cholera.

Bo nie wiem co będzie dalej. Lepiej czy gorzej. Aktualnie dochodzi jeszcze sprawa czy w ogóle nastąpi te ,,dalej". Czy może wycofam się jeszcze przed nim.

niedziela, 1 października 2017

IGNORACJA. SZCZĘŚCIA, A RADOŚĆ - 01.10

Bo jestem w klatce to szczęścia nie potrafię do końca zaznać. Człowiek, mówiący o szczęściu i radości jako o synonimach musiał być idiotą. Radość, to to przez co uśmiechamy się przez chwilę. Chwila spowodowana inną chwilą. Jak zwykłe zjedzenie naszej ulubionej potrawy, maraton filmów, skończenie pracy domowej czy zrobienie czegoś najzwyczajniej miłego. To jest radość. Ma ją praktycznie każdy. Ale skoro tak czym różni się szczęście? Szczęście odczuwamy w tych momentach, gdy nie chodzi nam o chwilę, a ogół. Kumulacje przyjaźni, miłości, marzeń czy celów. To wszystko plus chwila odpoczynku, a my czując się zwyczajnie nam się udaje czy udało - potrafimy powiedzieć, że mamy te szczęście. Właśnie te na które czekam ja.

Skoro lecimy z definicjami to czym jest klatka, która tak bardzo przeszkadza? Łatwo się domyślając, są to ograniczenia. Jednak nie takie, które przeszkadzają nam w radości, a szczęściu. Ja sama jestem swoim ograniczeniem czyli jednocześnie to porównywalne jest do zamykania się gdziekolwiek samemu. Oraz moje stany, moje myśli, moje plany. To właśnie przytrzymuje mnie i nie chce puścić. Czasem jak wspomniałam kiedyś wyobrażam sobie jakiegoś potwora. Który śmieje się ze mnie bezkarnie, patrząc jak się zapadam. Klucz w dół, kolejna klatka nas w sobie zamyka. Jesteśmy coraz dalej życia, szczęścia. Czasem jednak to inny nas tam zamykają. Wmawiając, że to dla naszego dobra, bądź że nie mamy wyboru. Czasem można by również stwierdzić, że dzieje się to z również naszej winy, jednak robimy to już nie do końca świadomie. Mnie zamyka wiele czynników. Nieudane plany - kłódka. Brak motywacji - kłódka. Nie pewność czy mamy jakichkolwiek przyjaciół - kłódka. Strach - kłódka. Nieudane próby stawiania się - kłódka. Może to wszystko dzieje się z jakiś przyczyn.

Ignorancja ludzka działa na zasadzie braku rozróżniania tych dwóch fraz i odczuć. Mówią, że jesteś moim szczęściem, a jesteś krótką chwilą radości. Sądzą, że uśmiech człowieka wskazuje to jak dobrze jest w jego życiu, gdy kolejny raz to tylko ulotne minuty wśród godzin nieszczęścia.  Ludzie również wyciągają zbyt pochopne wnioski. Radość = szczęście. Jak mogłoby być inaczej? On płacze - musiało stać się coś strasznego. A co jeżeli płacze tylko z powodu bezsilności? Bądź tego wszystkiego? A może zwyczajnie coś sprowokowało go do myślenia po prostu o życiu wymuszając u niego łzy? Skąd możesz wiedzieć czy to nie powtarza się, gdy nagle znika? Skoro nawet cię to nie interesuje - dlaczego zaczyna dopiero, gdy pokazuje światłu dziennemu, że nie, nie jest okej?

A więc droga osobo, zapamiętaj raz na zawsze. Nie śmiej się z tego, że ktoś płacze z powodu jedynki w szkole. Bo przecież ta marna jedynka może sprowadzić tej osobie wiele problemów. Wyzwiska, które pojawiają się ciągle zamiast zwykłej próby pomocy czy ból fizyczny.
,,Bo dlaczego powinno się mieć szacunek do tych, którzy niczego nie umieją?"
Myśli stają się głośniejsze, a my zastanawiamy się czy może ci wszyscy nie mają racji. W domu pokazując, że jesteśmy nikim ważnym, w szkole że jesteśmy nienormalni. A poza tym? Co jest poza tym? Głupia jedynka wywołuje strach, że znów powtórzy się to, co wczoraj.
,,Ale ja się starałem!"
Najwyraźniej zbyt mało. Potem następuje następny dzień, a ty znów nakładasz przykrywkę radosnego, a wszyscy zapominają o tym, że coś w ogóle może się dziać. Jak często nakładasz ją ty?


sobota, 19 sierpnia 2017

ZNÓW UPADAM - 19.08

Co jest moim problemem?
Otóż problemem jestem ja i nie, nie próbuj wmówić mi, że jest inaczej.
Słowa innych nie znaczą dla mnie nic, jednocześnie zostawiając na mnie zdecydowanie zbyt duże ślady. Budzę się i wiem, że to będzie po prostu kolejny nie różniący się niczym dzień. Że znów będę się źle czuć. Że moja własna osoba będzie mnie męczyć. Będę czuła się gorzej od innych, czuła się po prostu inna. Ale już nie w tym dobrym sensie.
 Będę chciała coś zmienić, ale nie zmienię nic.
Pojawią się kolejne, nic nie znaczące starania. Może będę płakać, a może złapie mnie impuls. Może coś sobie zrobię, a może nie. Jednak wiem, że nie będzie dobrze. Może być obojętnie, ale nigdy nie będzie dobrze. Męczę się, dzień w dzień, czując, że to nie ma większego sensu. Nie płaczę przez to, to nie tak, że nie chcę. Po prostu chyba przestałam potrafić to robić, bo gdybym to robiła zabrakłoby mi łez. Milczę, zamknięta w pokoju. Chcę wyjść, ale nie ruszam się o krok, przy czym czuję się jak w klatce, ale nawet jak już wyjdę - to nie mija.
To zamknięte kółko.
Śmiesznym jest, gdy ktoś nie chce, abym sobie coś zrobiła. Ale nie rozumie kurwa, nie może rozumieć, skoro nie wie, że to niszczy. Powoli, ale doszczętnie. Z każdym krokiem, czuję większe zmęczenie. Kiedy w końcu padnę? Kiedy dostanę chwilę przerwy?
Upadnę na chłodny grunt, a ty już mnie więcej nie zobaczysz. Spokojnie, po prostu czekaj, tak jak czekam teraz ja

wtorek, 15 sierpnia 2017

PODDAJĘ SIĘ - 15.08

Pamiętasz jak pisałam ci o tych wszystkich wzniesieniach i poprawach? Chęci walki oraz próby pomocy?
To teraz o tym zapomnij, bo się poddaję. Mam dość tego wszystkiego. Siebie oraz prób. Bo te próby nic nie dają. Zgubiłam się bez powrotu, a gdy powrotu nie ma lepiej nie marnować sił na próby ucieczki, a po prostu zdechnąć.
Tak jak zrobię to ja.

wtorek, 1 sierpnia 2017

ROZMOWA POD GWIAZDAMI - 01.08-02.08

Oto jedna z tych nielicznych chwil. Ta, którą wiem, że pamiętać będę długo jak nie do końca życia. Dookoła panuje ciemność, jedyne co świeci to księżyc oraz te małe, błyszczące punkciki na niebie zwane gwiazdami, gdy my wpatrujemy się w nie ze skupieniem. Nawet telefon, który mam przy sobie prawie zawsze jest zwyczajnie wyłączony. Nie patrzę na niego, ciesząc się tym co jest teraz. Zdaję sobie sprawę, że właśnie omija mnie jakaś rozmowa na jednej z moich facebookowych konf. To teraz zwyczajnie nie ważne.
- Widzisz tutaj mały wóz? - pyta spokojnie ojciec, unosząc w górę rękę i dokładnie pokazując coś na niebie. Marszczę brwi, starając się zobaczyć o co mu chodzi. Przez chwilę nie widzę nic szczególnego. To zwyczajne gwiazdy, prawda? Do tego każda rozmazana przez mój pogarszający się wzrok. Po co się w nich czegoś doszukiwać? I wtedy to widzę.
- Tak, tak sądzę znaczy się - odpowiadam, wciąż tężąc wzrok i starając się jakoś sprawdzić czy to na pewno to. - Czy to to? - pytam niczym ojciec unosząc dłoń, a potem wskazując mu położenie tego co zauważyłam.
- Tak, to to - odparł, kiwając głową. Wracamy do zwykłego patrzenia na to pozornie zwyczajnego zjawiska.

- A widzisz te gwiazdy? - znów coś wskazał, tym razem z naszej prawej strony. Trochę nad domkiem. Trochę bełkotał, może coś wypił, ale wiedziałam, że wciąż był w pełni świadomy swoich słów i czynów.
- No chyba widzę - mruknęłam, starając wypatrzeć w tym, któryś z gwiazdozbiorów, które znałam.
- No, ale widzisz? - pyta znów.
- Widzę jakiś trójkąt. Do czego zmierzasz?
- Ale wiesz czym on jest? - rzuca skupiony na tym punkcie, jakby to było coś wspaniałego. Coś co widzi się rzadko, może nawet raz na całe życie.
- Nie, nie wiem, a co? - Marszczę brwi równie skupiona.
- No ja też nie wiem, ale ładnie wygląda
Spoglądam na niego rozbawiona, gdy on już się śmieje. Dołączam tylko do niego za chwilę, a ta może trochę głupawa rozmowa zostaje w mojej pamięci.





- No, ale patrz. Każdy ma swoje poglądy, prawda? - zaczynam dosyć mocno gestykulując rękami, jakiś czas później.
- No tak, ale do czego zmierzasz?
- Niczym wiara czy orientacja. Czy chociażby sprawa zalegalizowania marihuany
Ojciec tylko kiwnął nieznacznie głową, pokazując, abym kontynuowała.
- Lubię o tym rozmawiać. Ale nie z taką babcią, która będzie starała się wpoić tobie swoją rację czy matka, która zaraz stwierdzi, że jestem nienormalna
- A jesteś nienormalna?
- Nie, znaczy nie wiem. To w sumie nawet bardzo prawdopodobne, ale wracając. Lubię osoby, które nie byłyby jak one. Które nie stwierdzałyby, że muszę być jak one albo że jak dorosnę to będę myśleć jak one. Bo jednocześnie mogę być lesbijką innego wyznania
- Nawet jak nią jesteś to nie szkodzi, a z tą inną wiarą byłoby...hm, ciekawie
- Chodzi mi o fakt, że każdy jest inny i nie lubię wrzucania do jednego worka. Każdy ma inne opinię i poglądy. Taka ja mogę na przykład uważać, że marihuana jest do zalegalizowania i mogłam ją palić
- A paliłaś
- Nie
- A zamierzasz?
- Może, najprawdopodbniej
- To widzisz dziecko, ja ci przywiozę tę trawkę i wypalimy ją razem
Zaśmiała się tylko
- Nie o to dokładnie mi chodziło
- No, co? Wstydzisz się palić trawkę ze swoim ojcem?
- Nie, nie. Będziemy ją palić, mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie

Zapada chwila ciszy

Jedna z chwil, gdy jesteśmy tylko my, we dwoje. Bez babci, gadającej o ufo czy matce, która kazałaby mi iść spać. A nad nami niebo, pokryte małymi i błyszczącymi punkcikami. Rozglądamy się, szukając poszczególnych gwiazdozbiorów.
- Ufo! Widzę ufo! Widzicie je? - krzyczy rozradowana babcia - już drugi raz! Patrzcie, widzicie?
Ja z ojcem patrzymy tylko na siebie, starając się nie wyśmiać szczęśliwej staruszki.
- Tak, tak! Widzimy, ale gdzie ono jest?
- No tam! Pokazuję palcem - chyba zapomniała, że jest 10 metrów od nas, a wokół panuje ciemność - widzicie jak szybko leci? A teraz zmienia kierunek! I znów, samolot by tak nie robił
- Wiesz co? Twojej babcia nawet nie potrzeba trawki, chyba, że już coś wypaliła. Nawet bym się nie zdziwił



wtorek, 25 lipca 2017

PORAŻKA - 27.07

Czyżbym zapomniała?
O planach, o blogu, o ocenach i wszystkich moich celach?
Zostawiłam, zepsułam. Nie dokończyłam jak zawsze. Czy to jestem ja?

Porażki - tak śmiem nazwać moje życie, które mimo pewnych chwilowych wzlotów za chwilę znów wpada w dół.
W dół, z którego wychodzę 2, a właściwie prawie trzy lata.
Ty, droga osobo, która to czyta:
Pamiętasz post, w którym sądziłam, że wiem, że coś się zmieni? Że coś się poprawi, a ja dostanę pomoc?

Dostaję ją. I nic. I wciąż nie umiem wyjść z czarnej dziury mojego własnego umysłu.

Dlaczego masz tak małą samoocenę?
Nie wiem.
Dlaczego się tak tym przejmujesz?
Nie wiem.
Dlaczego się niszczysz?
Nie wiem.
Dlaczego chcesz umrzeć?
Nie wiem.
Dlaczego jesteś sobą?
Nie wiem.

Ja sama jestem jedną wielką niewiadomą dla siebie własnej.
Z każdym dniem spadam niżej, a wyjście jest coraz trudniejsze. Skoro wcześniej nie wyszłam to dlaczego mam wyjść teraz? Powoli się męczę. Próbowaniem.

Żyję - bo muszę. Bo boję się przestać.
Niszczę - bo tym jestem kim jestem. Jednym wielkim zniszczeniem dla siebie i innych.