Czasem mam ochotę urodzić się z twarzą kogo innego, tak szczerze. Abym nie musiała bać się każdego zdjęcia robionego mi przez osobę, która nie jest mną. Abym cieszyła się własnym wyglądem i dumnie kroczyła przez życie bez kompleksów. Abym intrygowała, zaciekawiała oraz zachwycała, była uważana za ,,kogoś", a nie ,,coś". W tym problem, że nawet jeśli starałam się wiele i długo - wciąż mam wrażenie jakby to zwyczajnie niczego nie pomagało. Znów psuję, bądź moje próby nie dają jakiegokolwiek skutku. Wracając, scena. To jej chcę jak i ludzi. Spełnienia, szczęścia. Patrzę na gwiazdy i praktycznie każda z tych najsławniejszych jest śliczna, wyróżniająca się. A co jeśli ja wyróżniam się, ale nie do końca pod dobrym względem? Jestem zmęczona bycia niewystarczającą pod każdym względem. Nigdzie nie jestem w pełni ,,dobra". Nie mogę nazwać się tak z pewnością, bo jej nie mam. To chujowe uczucie, gdy widzisz jak to, co robisz nie ma sensu, a przecież i tak nad twoją przyszłością może zadecydować coś co nawet nie jest twoją decyzją.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz