Tak więc zapraszam w tę nieco chaotyczną podróż. Zachęcam znalezienie jakiegoś dobrego picia, może popcornu. Ewentualnie czekolady, kto nie lubi czekolady?
Styczeń - Na ,,dobry początek" chwilę po północy się popłakałam. Głównie przez mój - z każdą chwilą rosnący - wkurw. Wciąż pamiętam to jak moja siostra starała się mnie uspokoić i właściwie w akcie tego, że nie wiedziała co zrobić wsadziła na mnie psa, mówiąc, żebym spojrzała na to jak mnie kocha. Jednakże to, iż pierwsze kilkanaście minut było chujowe nie znaczy od razu całego chujowego dnia. Bo nie. Potem ,,uratował" nas mój sąsiad oraz jego przyjaciel, kolega, whatever, ktoś. Nabijaliśmy się, żarliśmy, lataliśmy, a jeden z nich swoją drogą nauczył się, że ze sztucznymi ogniami oraz tymi podobnymi trzeba uważać nieco bardziej po tym jak prawie nie spaliliśmy jakiegoś drzewa, a ten poparzył sobie nieźle dłoń. Co zrobisz jak nic nie zrobisz, no ba, że nic. Potem nastąpił wielce wyczekiwany czas. Ferie! Które swoją drogą spędziłam z tym samym towarzystwem na nawalaniu się, rozmawianiu, słuchaniu muzyki, graniu w karty (nigdy nie graj z nimi w karty, NIGDY. To musi być stworzone przez diabła) oraz torturowaniu się nawzajem. Ta, torturowaniu, bo okazało się, że jednak nie można bezkarnie dźgać ludzi oraz można zostać przez to wyłaskotanym. Mimo to przeżyłam i było zadziwiająco klimatycznie, a także miło. Miałam przy sobie naprawdę wiele osób oraz jednocześnie poczułam się nieco...dziwnie? Sztucznie jeśli chodzi o niektórych z nich, to wszystko było takie nierealne. Nie wierzyłam, że mogłabym być na tyle lubiana oraz iż w ogóle komuś na mnie zależy. Najwyraźniej była to nieświadoma decyzja ,,za blisko, odepchnij"
Luty - Tam tam taram, szkoła. A także złote czasy ,,Dewiacji" czyli konfy, którą założyliśmy z grupką od wyjazdu w ferie. Jednakże proszę tego nie mylić, znać to myśmy się znali prawie wszyscy od dzieciństwa. Dziwne głupawki w nocy, głupie pisanie, wysłuchiwanie się nawzajem, wkurzanie oraz zabijanie w myślach czy doradzanie miłosne najstarszej wśród nas. Wtedy również pisałam dzień w dzień zresztą z pewną osobą stamtąd, którą coraz mocniej lubiłam. Jednakże przeczucie mi dokazywało oraz wiedziałam, że długo trwać to nie będzie. No i nie trwało.
Marzec - A co jest idealnym ukazaniem tego? Marzec, na chwilę o sobie zapomniałyśmy najwyraźniej, bo życzenia urodzinowe były jedyną wiadomością od niej po dłuższym czasie. Nie pamiętam czemu oraz kiedy dokładniej się to stało, ale oddaliłyśmy się. Dla mnie nie było to jednak zresztą nic nowego. Ludzie przychodzą i odchodzą, nie? Moje relacje ogólnie wtedy zaczęły nieco powymierać z coraz większą ilością ludzi, nie było to nawet właściwie spowodowane niczym większym albo tego nie pamiętam. Po prostu, oddalałam się, zamykając w sobie.
Kwiecień, swoją drogą, mój miesiąć - Ten miesiąc kojarzy mi się głównie z paroma słowami. Avira, role play, bal oraz przeczucia. Oj tak, miałam wtedy tak wiele przeczuć, które tak często się sprowadzały, że szczerze mogłam wtedy iść na proroka, bowiem mimo iż nie wiem dlaczego to się tak działo - ja miałam rację. Praktycznie definitywnie niektórych straciłam oraz był to czas, gdy ,,Dewiacja" się ostatecznie zniszczyła. Rozkład naturalny? Kto wie. Wydaje mi się, jednak że to ja sama nieco za bardzo odsunęłam się od reszty świata pochłonięta albo uczeniem się, albo przeżywaniem role playa. Wstąpiłam w ich świat normalnie niczym meteoryt z nieba, mam czasem nawet wrażenie, że jakby nie ja to oni wciąż byliby...jak przedtem. Ale April ma to do siebie, że albo naprawia, albo niszczy. Czułam się jakbym wstąpiła w bajkę, w którą za wszelką siłę starałam się wpasować. Jednak moja osoba wielu nie przypadła. Mieli ochotę mnie z tego wykopać, a ja po prostu tłumiłam w sobie zranienia, nie do końca mając komu się zwierzyć. Jakby nie liczyć sierpnia, tu działo się najwięcej. Najwięcej śmiechu, płaczu, ale miałam wrażenie, że było powoli lepiej. Złudna nadzieja, historia się powtarza, a pewne osoby postanowiły zrobić mi tam na złość. W tym samym czasie zaczęło się sypać, więcej i więcej, a ja nie miałam już nawet jak odejść od tego na chwilę w głupiej grze literackiej. To był czas, gdy pierwszy raz tak bardzo poważnie zaczęłam planować coś złego. Nie przez role play, to byłoby głupie. Głównie przez moją osobę, myśli, to jak wiele zniszczyłam. Rodzinę, całą tę kumulację. Miałam już dość grania tej złej, bowiem wbrew pozorom to, co pisałam o pierwszych miesiącach również miało swoje ukryte złe strony. Oraz na przykład to, iż w towarzystwie czułam się jak najgorsza. Podobnie czułam się też w Avirze czy szkole, a nawet w rodzinie. Miałam dość, moje oczy zobojętniały. Nie potrafiłam myśleć o czymkolwiek co byłoby czym innym niż śmierć. Przestałam się uśmiechać, a co dopiero śmiać. Nie mówiłam nic, gdy nie musiałam, a nawet wtedy byłam niczym wrak. Odsuwałam się dzień w dzień coraz dokładniej planując mój koniec. Będąc go tak bardzo pewną, a nawet w rp udając tę samą osobę. To ciekawe jak bardzo dobrze grałam. Bowiem nikt nie zauważył. Albo zauważył, po prostu nawet nie spytał, a gdyby nie jedna osoba zdarzyć mogłaby się tragedia. Taka bratnia dusza, jak ją nazywałam. Jedno połączenie, a ja nabrałam nieco prawdziwych, nieudawanych emocji. Wyznałam do czego się szykowałam, ta nieźle zmartwiona kazała mi obiecać, że nic nie zrobię. Wtedy postanowiłam. Muszę się leczyć, bądź robić coś. Dopiero zauważyłam, iż nie da się od tego tak uciekać. Przestałam być obojętna, zaczęłam bać się własnej siebie. Ale w sumie, to było jeszcze niewinne. Nie tak chaotyczne, to była po prostu cicha śmierć.
Maj - Zraniona przez wiele osób mimo to starałam się odzyskiwać siebie, jakoś tego nie przeżywać. Choć nie będę kłamać, nie raz płakałam, czując się wyobcowana. Poznałam bliżej pewną osobę, nie żałuję tego. Patrzyłam na wiele z boku, choć byłam w nieco zamieszana bezpośrednio. Jednak nie było to to samo co w kwietniu. Tu nie ja byłam jedyną winną oraz jedyną złą. Pefekcyjne kółko adoracji okazało się nie być perfekcyjne. Coraz więcej kłótni, nauka, nauka, więcej nauki? Powoli się pieprzyło, głównie przez jedną osobę, która najwyraźniej uwielbia niszczyć. Ludzi, relacje, kto wie czy co innego. W sumie mogłybyśmy być podobne, jednak nie. Byłyśmy kompletnie inne, po prostu parę rzeczy zdecydowanie za bardzo nas łączyło. I tak się nie cierpiałyśmy.
Czerwiec - Ostatni miesiąc szkoły, dla niektórych zbawienie, a innych jeszcze co innego. Miesiąc, w którym oficjalnie coś nie wyszło. Brudy wyszły na jaw, a bajka okazała się nie być bajką, a nawet jeśli wśród nas było zbyt wiele ciemności oraz zła. Wciąż pamiętam jak płakałam z moją przyjaciółką na zwykłym połączeniu na messengerze. Obie to przeżywałyśmy, obie miałyśmy łamane serca. Byłyśmy chociaż razem co jest tu chyba jedynym plusem. I ja, i ona nie raz cierpiałyśmy będąc w tym jednym, tak wiele zmieniającym rp, a jednak nie chciałyśmy tego kończyć. Nie wiedziałyśmy jak to jest żyć bez tego. Więc nie przestałyśmy, niektórzy się wykruszyli, ale my aby zacząć coś nowego, a także nie kończyć nas rozpoczęłyśmy drugi, nowy sezon.
Lipiec - Początki wakacji oraz coraz więcej...wszystkiego. Wiele się zmieniło, trudno zaprzeczyć. Mimo to było nieco bardziej miło, familyjnie, nie wiem. Może wyłącznie z mojej perspektywy, bo wiele osób zmieniło do mnie nastawienie, ale nie zaprzeczę, że mnie to cieszyło. Pewne osoby wciąż mnie przerażały, a potem jakoś wyszło te ,,Kocham Cię, April". W tamtym momencie poczułam tak cholerne szczęście, bo miałam wrażenie, że wreszcie się odnalazłam. Wiele osób wchodziło w naszą krainę, ale i szybko wychodziło. Z doświadczenia wiem przecież, że początki są trudne. Naprawdę naprawiłam wiele, poprawiłam się oraz cóż, stało się równie wiele. Miałam ochotę wytulić ich wszystkich, a w prawdzie wciąż trzymałam w sobie wiele obaw oraz strachu. A także, niestety, zranienia. Bowiem tak szybko nie zapominam, wciąż byłam niepewna oraz zwyczajnie się bałam. Poznałam lepiej zajebistą osobą, a raczej zaczęłam poznawać, a u mnie zaczęło się nieco pieprzyć. Tylko wtedy nie wiedziałam, że następny miesiąc będzie u mnie najtrudniejszym wśród całego życia.
Sierpień - Tak jak mówiłam, tak jest. Przez ten rok sam miesiąc kojarzy mi się z ciemnością, walkami, bezsilnością. Tak, powróciło te ,,coś" z soczystym ,,Wróciłem, suko". Złapałam się we własną klatkę, każdy dzień wydawał się gorszy. Wiele ukrywałam, ale potem i tak puszczałam ten opór, przyznając to jak się czuję. Wylałam wiele łez, a w pewnym momencie trzymałam nóż w dłoni jakby gotowy na ten decydujący ruch. Stchórzyłam, niektórzy sądzą, że to dobrze, ale ja nie wiem. Nie wiem, to się nie powiem. Nie wiem było również u mnie naprawdę częstym zwrotem. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, co powinnam robić, co powinnam czuć, co powinnam zmienić, jak to naprawić. Nie wiedziałam nic, a ta straszna część mnie się ukazała. Czasem czułam się również jak dwie inne osoby. Ta przy załamaniach oraz ta przed. Nie było spokoju, nie potrafiłam go zaznać. Dzień w dzień więcej złych myśli i szczerze? Naprawdę nie sądziłam, że dożyję do września. Że dam radę. Nie sądziłam zwyczajnie, iż pomimo tak częstego poddawania się to wytrwam. Najwyraźniej wytrwałam, bo to do was piszę, ale ból jaki wtedy czułam to coś, czego nie umiem teraz już nawet opisać. Nie pamiętam wiele wspomnień, bowiem drugi raz zawładnęła nim ciemność przysłoniona złymi odczucia oraz walką. Wiedziałam w tym jednak jedno. Nigdy nie czułam się aż tak źle oraz aż tak nie potrafiłam znieść własnej siebie. Nigdy nie żyłam kompletnie dla kogoś, aż do tego momentu, bowiem wtedy moja osoba jedynie chciała spoczynku oraz chwili wytchnienia. Chciała zniknąć lub narodzić się od nowa. Strasznym w tym jednak jest to, iż nie raz nie ufałam własnej sobie. Oraz jeszcze okropniejszym to, że wiem i to z jaką pewnością wiem - gdyby nie strach oraz obietnice, choć i tak słabe nie byłoby mnie tu. Jak bardzo źle to brzmi, to pewność. Jak cholernie cieszę się, że niektórzy wtedy ze mną wytrzymali. Po prostu nie zostawili mnie, bo gdyby jeszcze oni nie byłoby tu nikogo. Byłabym sama pożerana żywcem przez samą siebie.
Wrzesień - Nowy rok szkolny, nowa nauka, nowa klasa. Nie, to źle brzmi. Klasa ta sama, ludzie ci sami, po prostu stałam się rok - również szkolny - starsza. Mimo to byłam od początku zrezygnowana, nie do końca wypoczęta po sierpniu pełnym zdarzeń. Nie byłam napalona na najlepsze oceny, nie byłam również spragniona idealnych relacji z innymi. Wyciszyłam się, uczyłam gdy musiałam, a najlepiej wcale. Pogrążona w sobie, nie raz na lekcjach zajmowałam się czym innym jak myśleniem o niczym. Byłam bardzo rozkojarzona, a gdy na chwilę zostałam kompletnie oderwana od telefonu, więc i osób w nim poczułam się pusta. Niby byli, ale nie ze mną. Miałam wtedy już kompletnie wylane na to, co się stanie, jak się poczuję. Po prostu błagałam, by wrócić do tej bezpiecznej sfery miłości oraz zrozumienia. Z rodzicami było coraz gorzej, do mojego życia weszła nowa rutyna, bowiem okazało się, że ze zdrowiem również nie najlepiej. Moje nastawienie to było ,,przeżyć", bo i tak byłam pewna braku szczęścia. Nie umiałam go znaleźć, więc co by się teraz zmieniło? Nie wiem. Sam początek, a nawet tam posypały się słabe oceny, nauczyciele mnie znielubili - choć nie wszyscy - a ja, czułam się jak taki liść na wietrze. Nawet nie wiedząc za czym nadążam, bez chwili spokoju. To głównie co pamiętam, ale są w tym plusy. Pewne osoby jeszcze mocniej się do mnie przybliżyły, a gdy tylko mogłam wracałam do czegoś, co wciąż było domem. Nie mogłam doczekać się chwili ich zobaczenia, zaczęłam być nieco zazdrosna o kogoś, o kogo nie powinnam. Zwłaszcza ze świadomością, iż pewnie nie jestem dla niej kimś więcej, a ona ma już swoją duszyczkę. A ich relacja o dziwo podupadała. Wciąż pamiętam jak uspokajałam ją po tym jak ta druga postanowiła wybaczyć pewnej toksycznej osobie. Od tego się zaczęło, to, co nas rozwaliło oraz wstrząsnęło postanowiło powrócić. Ale już nie byłam tak naiwna, cicha czy milutka. Czułam się silniejsza, bo miałam przy sobie rodzinę.
Październik - Gdybym miała kierować się skojarzeniem? Halloween, jedyne na co czekam. Tu jednak organizacja podpadła, ludzie, wszystko się nieco pokręciło i to na czym się skończyło to były dekoracje oraz żarcie z siostrą, której swoją drogą wyznałam wtedy to jak wiele ją omijało, a także iż nie jestem wcale taka jaką się wydaje. Powiedziałam po prostu to, na co zbierałam się miesiącami. Moje relacje z główną ,,adminką" role playa czyli naszą ,,królową miłości" uschły. Czułam nie raz jej złość na sobie, przestała chyba nawet starać się być miłą. Bolało mnie to, bo nie wiedziałam, co znowu zrobiłam oraz dlaczego kolejny raz zachowuje się zwyczajnie jak wcześniej. A potem usłyszałam zwykłe ,,April, zamknij się". Szczerze? Bolało, znowu poczułam się jak w kwietniu. Nie chciałam do tego wracać. Okazało się jednak, że duszyczka pewnej cholernie ważnej dla mnie osoby, a raczej ich relacja nie jest taka wspaniała. Ona sama czuła jak to wszystko się psuje, a ja patrząc na to, co się dzieje - a informowana byłam z każdą chwilą - stwierdziłam, że jak to się nie zmieni staną się toksyczne, a ja tego dla niej nie chciałam. Już było, po prostu nie chciałam być nieco za mało taktowna.
Listopad - Ten miesiąc pamiętam chyba najgorzej ze wszystkich. Nauka mnie pochłonęła, podobnie jak niektóre osoby, ale role play nieco ochłonął. Pisałyśmy mniej i mniej, wszystko powoli stawało się obce. My stawałyśmy się dla siebie obce, wszystkie bałyśmy się, że to się skończy, ale jednocześnie byłyśmy cicho. Ta sama osoba, która kazała mi się zamknąć sprawiała wrażenie jeszcze mocniej nienawistnej do mnie, a potem również sztucznie miłościwa do mojej przyjaciółki. Zresztą, była niemal jak do mnie w sierpniu czy pod koniec lipca, również bolało. Pewne dwie osoby z naszej Avirki się zamknęły, ja sama odsunęłam, wszystkie nieco zawaliłyśmy.
Grudzień - Święta coraz bliżej, a my w końcu postawiliśmy sprawę przed światłem dziennym. Rozpadałyśmy się, tego nie chciała żadna. Wszystko było inne, podobnie jak same my. Przestałam ignorować pewnych rzeczy, a to jak bardzo zaczęła irytować mnie zmienność, fałszywość oraz to jak rani innych jedna osoba była wylewana po cichu. Powstał pomysł trzeciej generacji i chociaż pewna osoba zdecydowanie przesadzała, a jej hipokryzja tam oraz to jak bardzo przesadzała doprowadzała prawie każdą w końcu do płaczu. Nie rozpadłyśmy się, w sumie nie marudzę. Nie jest idealnie oraz nigdy nie było, ale nie jestem sama. A skoro nie jestem sama to jestem silna. Zamierzam walczyć o własne szczęście oraz szacunek do siebie, zwłaszcza to, abym mogła spokojnie wyrażać własne zdanie. Bo chyba to się liczy, nie? To chyba prowadzi do szczęścia. Tak sądzę.
A potem nastąpiło teraz, trzysta pięćdziesiąt sześć dni po kolei z nowym dniem, nową szansą oraz nowymi upadkami oraz co tu ważniejsze - wzlotami. Kto by pomyślał, że dojdę do tego momentu. Więc tak oto, ja, April, po prostu czekam na kontynuacje mojej historii, w którą wparowały pewne niesamowite osoby.
