Zakładki

sobota, 6 stycznia 2018

ROK - podsumowanie.

Ostatnie dwa miesiące choć bez wpisów nie bywały tak ciche jakimi mogłyby się zdawać. W sumie ty, który to czytasz zapewne o tym wiesz. A może nie wiesz, nie czytam ci w myślach, nie widzę tej twojej twarzyczki w moim nieco ciemnawym świecie. Wspomnienia są jednak ulotne, prawda? A te miejsce je zbiera oraz zapisuje moje wzloty oraz upadki. A trudno zaprzeczyć, w tym roku było ich naprawdę wiele. Rok dwa tysiące siedemnasty minął, pojawił się dwa tysiące osiemnasty.

Tak więc zapraszam w tę nieco chaotyczną podróż. Zachęcam znalezienie jakiegoś dobrego picia, może popcornu. Ewentualnie czekolady, kto nie lubi czekolady?

Styczeń - Na ,,dobry początek" chwilę po północy się popłakałam. Głównie przez mój - z każdą chwilą rosnący - wkurw. Wciąż pamiętam to jak moja siostra starała się mnie uspokoić i właściwie w akcie tego, że nie wiedziała co zrobić wsadziła na mnie psa, mówiąc, żebym spojrzała na to jak mnie kocha. Jednakże to, iż pierwsze kilkanaście minut było chujowe nie znaczy od razu całego chujowego dnia. Bo nie. Potem ,,uratował" nas mój sąsiad oraz jego przyjaciel, kolega, whatever, ktoś. Nabijaliśmy się, żarliśmy, lataliśmy, a jeden z nich swoją drogą nauczył się, że ze sztucznymi ogniami oraz tymi podobnymi trzeba uważać nieco bardziej po tym jak prawie nie spaliliśmy jakiegoś drzewa, a ten poparzył sobie nieźle dłoń. Co zrobisz jak nic nie zrobisz, no ba, że nic. Potem nastąpił wielce wyczekiwany czas. Ferie! Które swoją drogą spędziłam z tym samym towarzystwem na nawalaniu się, rozmawianiu, słuchaniu muzyki, graniu w karty (nigdy nie graj z nimi w karty, NIGDY. To musi być stworzone przez diabła) oraz torturowaniu się nawzajem. Ta, torturowaniu, bo okazało się, że jednak nie można bezkarnie dźgać ludzi oraz można zostać przez to wyłaskotanym. Mimo to przeżyłam i było zadziwiająco klimatycznie, a także miło. Miałam przy sobie naprawdę wiele osób oraz jednocześnie poczułam się nieco...dziwnie? Sztucznie jeśli chodzi o niektórych z nich, to wszystko było takie nierealne. Nie wierzyłam, że mogłabym być na tyle lubiana oraz iż w ogóle komuś na mnie zależy. Najwyraźniej była to nieświadoma decyzja ,,za blisko, odepchnij"
Luty - Tam tam taram, szkoła. A także złote czasy ,,Dewiacji" czyli konfy, którą założyliśmy z grupką od wyjazdu w ferie. Jednakże proszę tego nie mylić, znać to myśmy się znali prawie wszyscy od dzieciństwa. Dziwne głupawki w nocy, głupie pisanie, wysłuchiwanie się nawzajem, wkurzanie oraz zabijanie w myślach czy doradzanie miłosne najstarszej wśród nas. Wtedy również pisałam dzień w dzień zresztą z pewną osobą stamtąd, którą coraz mocniej lubiłam. Jednakże przeczucie mi dokazywało oraz wiedziałam, że długo trwać to nie będzie. No i nie trwało.
Marzec - A co jest idealnym ukazaniem tego? Marzec, na chwilę o sobie zapomniałyśmy najwyraźniej, bo życzenia urodzinowe były jedyną wiadomością od niej po dłuższym czasie. Nie pamiętam czemu oraz kiedy dokładniej się to stało, ale oddaliłyśmy się. Dla mnie nie było to jednak zresztą nic nowego. Ludzie przychodzą i odchodzą, nie? Moje relacje ogólnie wtedy zaczęły nieco powymierać z coraz większą ilością ludzi, nie było to nawet właściwie spowodowane niczym większym albo tego nie pamiętam. Po prostu, oddalałam się, zamykając w sobie.
Kwiecień, swoją drogą, mój miesiąć - Ten miesiąc kojarzy mi się głównie z paroma słowami. Avira, role play, bal oraz przeczucia. Oj tak, miałam wtedy tak wiele przeczuć, które tak często się sprowadzały, że szczerze mogłam wtedy iść na proroka, bowiem mimo iż nie wiem dlaczego to się tak działo - ja miałam rację. Praktycznie definitywnie niektórych straciłam oraz był to czas, gdy ,,Dewiacja" się ostatecznie zniszczyła. Rozkład naturalny? Kto wie. Wydaje mi się, jednak że to ja sama nieco za bardzo odsunęłam się od reszty świata pochłonięta albo uczeniem się, albo przeżywaniem role playa. Wstąpiłam w ich świat normalnie niczym meteoryt z nieba, mam czasem nawet wrażenie, że jakby nie ja to oni wciąż byliby...jak przedtem. Ale April ma to do siebie, że albo naprawia, albo niszczy. Czułam się jakbym wstąpiła w bajkę, w którą za wszelką siłę starałam się wpasować. Jednak moja osoba wielu nie przypadła. Mieli ochotę mnie z tego wykopać, a ja po prostu tłumiłam w sobie zranienia, nie do końca mając komu się zwierzyć. Jakby nie liczyć sierpnia, tu działo się najwięcej. Najwięcej śmiechu, płaczu, ale miałam wrażenie, że było powoli lepiej. Złudna nadzieja, historia się powtarza, a pewne osoby postanowiły zrobić mi tam na złość. W tym samym czasie zaczęło się sypać, więcej i więcej, a ja nie miałam już nawet jak odejść od tego na chwilę w głupiej grze literackiej. To był czas, gdy pierwszy raz tak bardzo poważnie zaczęłam planować coś złego. Nie przez role play, to byłoby głupie. Głównie przez moją osobę, myśli, to jak wiele zniszczyłam. Rodzinę, całą tę kumulację. Miałam już dość grania tej złej, bowiem wbrew pozorom to, co pisałam o pierwszych miesiącach również miało swoje ukryte złe strony. Oraz na przykład to, iż w towarzystwie czułam się jak najgorsza. Podobnie czułam się też w Avirze czy szkole, a nawet w rodzinie. Miałam dość, moje oczy zobojętniały. Nie potrafiłam myśleć o czymkolwiek co byłoby czym innym niż śmierć. Przestałam się uśmiechać, a co dopiero śmiać. Nie mówiłam nic, gdy nie musiałam, a nawet wtedy byłam niczym wrak. Odsuwałam się dzień w dzień coraz dokładniej planując mój koniec. Będąc go tak bardzo pewną, a nawet w rp udając tę samą osobę. To ciekawe jak bardzo dobrze grałam. Bowiem nikt nie zauważył. Albo zauważył, po prostu nawet nie spytał, a gdyby nie jedna osoba zdarzyć mogłaby się tragedia. Taka bratnia dusza, jak ją nazywałam. Jedno połączenie, a ja nabrałam nieco prawdziwych, nieudawanych emocji. Wyznałam do czego się szykowałam, ta nieźle zmartwiona kazała mi obiecać, że nic nie zrobię. Wtedy postanowiłam. Muszę się leczyć, bądź robić coś. Dopiero zauważyłam, iż nie da się od tego tak uciekać. Przestałam być obojętna, zaczęłam bać się własnej siebie. Ale w sumie, to było jeszcze niewinne. Nie tak chaotyczne, to była po prostu cicha śmierć.
Maj - Zraniona przez wiele osób mimo to starałam się odzyskiwać siebie, jakoś tego nie przeżywać. Choć nie będę kłamać, nie raz płakałam, czując się wyobcowana. Poznałam bliżej pewną osobę, nie żałuję tego. Patrzyłam na wiele z boku, choć byłam w nieco zamieszana bezpośrednio. Jednak nie było to to samo co w kwietniu. Tu nie ja byłam jedyną winną oraz jedyną złą. Pefekcyjne kółko adoracji okazało się nie być perfekcyjne. Coraz więcej kłótni, nauka, nauka, więcej nauki? Powoli się pieprzyło, głównie przez jedną osobę, która najwyraźniej uwielbia niszczyć. Ludzi, relacje, kto wie czy co innego. W sumie mogłybyśmy być podobne, jednak nie. Byłyśmy kompletnie inne, po prostu parę rzeczy zdecydowanie za bardzo nas łączyło. I tak się nie cierpiałyśmy.
Czerwiec - Ostatni miesiąc szkoły, dla niektórych zbawienie, a innych jeszcze co innego. Miesiąc, w którym oficjalnie coś nie wyszło. Brudy wyszły na jaw, a bajka okazała się nie być bajką, a nawet jeśli wśród nas było zbyt wiele ciemności oraz zła. Wciąż pamiętam jak płakałam z moją przyjaciółką na zwykłym połączeniu na messengerze. Obie to przeżywałyśmy, obie miałyśmy łamane serca. Byłyśmy chociaż razem co jest tu chyba jedynym plusem. I ja, i ona nie raz cierpiałyśmy będąc w tym jednym, tak wiele zmieniającym rp, a jednak nie chciałyśmy tego kończyć. Nie wiedziałyśmy jak to jest żyć bez tego. Więc nie przestałyśmy, niektórzy się wykruszyli, ale my aby zacząć coś nowego, a także nie kończyć nas rozpoczęłyśmy drugi, nowy sezon.
Lipiec - Początki wakacji oraz coraz więcej...wszystkiego. Wiele się zmieniło, trudno zaprzeczyć. Mimo to było nieco bardziej miło, familyjnie, nie wiem. Może wyłącznie z mojej perspektywy, bo wiele osób zmieniło do mnie nastawienie, ale nie zaprzeczę, że mnie to cieszyło. Pewne osoby wciąż mnie przerażały, a potem jakoś wyszło te ,,Kocham Cię, April". W tamtym momencie poczułam tak cholerne szczęście, bo miałam wrażenie, że wreszcie się odnalazłam. Wiele osób wchodziło w naszą krainę, ale i szybko wychodziło. Z doświadczenia wiem przecież, że początki są trudne. Naprawdę naprawiłam wiele, poprawiłam się oraz cóż, stało się równie wiele. Miałam ochotę wytulić ich wszystkich, a w prawdzie wciąż trzymałam w sobie wiele obaw oraz strachu. A także, niestety, zranienia. Bowiem tak szybko nie zapominam, wciąż byłam niepewna oraz zwyczajnie się bałam. Poznałam lepiej zajebistą osobą, a raczej zaczęłam poznawać, a u mnie zaczęło się nieco pieprzyć. Tylko wtedy nie wiedziałam, że następny miesiąc będzie u mnie najtrudniejszym wśród całego życia.
Sierpień - Tak jak mówiłam, tak jest. Przez ten rok sam miesiąc kojarzy mi się z ciemnością, walkami, bezsilnością. Tak, powróciło te ,,coś" z soczystym ,,Wróciłem, suko". Złapałam się we własną klatkę, każdy dzień wydawał się gorszy. Wiele ukrywałam, ale potem i tak puszczałam ten opór, przyznając to jak się czuję. Wylałam wiele łez, a w pewnym momencie trzymałam nóż w dłoni jakby gotowy na ten decydujący ruch. Stchórzyłam, niektórzy sądzą, że to dobrze, ale ja nie wiem. Nie wiem, to się nie powiem. Nie wiem było również u mnie naprawdę częstym zwrotem. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, co powinnam robić, co powinnam czuć, co powinnam zmienić, jak to naprawić. Nie wiedziałam nic, a ta straszna część mnie się ukazała. Czasem czułam się również jak dwie inne osoby. Ta przy załamaniach oraz ta przed. Nie było spokoju, nie potrafiłam go zaznać. Dzień w dzień więcej złych myśli i szczerze? Naprawdę nie sądziłam, że dożyję do września. Że dam radę. Nie sądziłam zwyczajnie, iż pomimo tak częstego poddawania się to wytrwam. Najwyraźniej wytrwałam, bo to do was piszę, ale ból jaki wtedy czułam to coś, czego nie umiem teraz już nawet opisać. Nie pamiętam wiele wspomnień, bowiem drugi raz zawładnęła nim ciemność przysłoniona złymi odczucia oraz walką. Wiedziałam w tym jednak jedno. Nigdy nie czułam się aż tak źle oraz aż tak nie potrafiłam znieść własnej siebie. Nigdy nie żyłam kompletnie dla kogoś, aż do tego momentu, bowiem wtedy moja osoba jedynie chciała spoczynku oraz chwili wytchnienia. Chciała zniknąć lub narodzić się od nowa. Strasznym w tym jednak jest to, iż nie raz nie ufałam własnej sobie. Oraz jeszcze okropniejszym to, że wiem i to z jaką pewnością wiem - gdyby nie strach oraz obietnice, choć i tak słabe nie byłoby mnie tu. Jak bardzo źle to brzmi, to pewność. Jak cholernie cieszę się, że niektórzy wtedy ze mną wytrzymali. Po prostu nie zostawili mnie, bo gdyby jeszcze oni nie byłoby tu nikogo. Byłabym sama pożerana żywcem przez samą siebie.
Wrzesień - Nowy rok szkolny, nowa nauka, nowa klasa. Nie, to źle brzmi. Klasa ta sama, ludzie ci sami, po prostu stałam się rok - również szkolny - starsza. Mimo to byłam od początku zrezygnowana, nie do końca wypoczęta po sierpniu pełnym zdarzeń. Nie byłam napalona na najlepsze oceny, nie byłam również spragniona idealnych relacji z innymi. Wyciszyłam się, uczyłam gdy musiałam, a najlepiej wcale. Pogrążona w sobie, nie raz na lekcjach zajmowałam się czym innym jak myśleniem o niczym. Byłam bardzo rozkojarzona, a gdy na chwilę zostałam kompletnie oderwana od telefonu, więc i osób w nim poczułam się pusta. Niby byli, ale nie ze mną. Miałam wtedy już kompletnie wylane na to, co się stanie, jak się poczuję. Po prostu błagałam, by wrócić do tej bezpiecznej sfery miłości oraz zrozumienia. Z rodzicami było coraz gorzej, do mojego życia weszła nowa rutyna, bowiem okazało się, że ze zdrowiem również nie najlepiej. Moje nastawienie to było ,,przeżyć", bo i tak byłam pewna braku szczęścia. Nie umiałam go znaleźć, więc co by się teraz zmieniło? Nie wiem. Sam początek, a nawet tam posypały się słabe oceny, nauczyciele mnie znielubili - choć nie wszyscy - a ja, czułam się jak taki liść na wietrze. Nawet nie wiedząc za czym nadążam, bez chwili spokoju. To głównie co pamiętam, ale są w tym plusy. Pewne osoby jeszcze mocniej się do mnie przybliżyły, a gdy tylko mogłam wracałam do czegoś, co wciąż było domem. Nie mogłam doczekać się chwili ich zobaczenia, zaczęłam być nieco zazdrosna o kogoś, o kogo nie powinnam. Zwłaszcza ze świadomością, iż pewnie nie jestem dla niej kimś więcej, a ona ma już swoją duszyczkę. A ich relacja o dziwo podupadała. Wciąż pamiętam jak uspokajałam ją po tym jak ta druga postanowiła wybaczyć pewnej toksycznej osobie. Od tego się zaczęło, to, co nas rozwaliło oraz wstrząsnęło postanowiło powrócić. Ale już nie byłam tak naiwna, cicha czy milutka. Czułam się silniejsza, bo miałam przy sobie rodzinę.
Październik - Gdybym miała kierować się skojarzeniem? Halloween, jedyne na co czekam. Tu jednak organizacja podpadła, ludzie, wszystko się nieco pokręciło i to na czym się skończyło to były dekoracje oraz żarcie z siostrą, której swoją drogą wyznałam wtedy to jak wiele ją omijało, a także iż nie jestem wcale taka jaką się wydaje. Powiedziałam po prostu to, na co zbierałam się miesiącami. Moje relacje z główną ,,adminką" role playa czyli naszą ,,królową miłości" uschły. Czułam nie raz jej złość na sobie, przestała chyba nawet starać się być miłą. Bolało mnie to, bo nie wiedziałam, co znowu zrobiłam oraz dlaczego kolejny raz zachowuje się zwyczajnie jak wcześniej. A potem usłyszałam zwykłe ,,April, zamknij się". Szczerze? Bolało, znowu poczułam się jak w kwietniu. Nie chciałam do tego wracać. Okazało się jednak, że duszyczka pewnej cholernie ważnej dla mnie osoby, a raczej ich relacja nie jest taka wspaniała. Ona sama czuła jak to wszystko się psuje, a ja patrząc na to, co się dzieje - a informowana byłam z każdą chwilą - stwierdziłam, że jak to się nie zmieni staną się toksyczne, a ja tego dla niej nie chciałam. Już było, po prostu nie chciałam być nieco za mało taktowna.
Listopad - Ten miesiąc pamiętam chyba najgorzej ze wszystkich. Nauka mnie pochłonęła, podobnie jak niektóre osoby, ale role play nieco ochłonął. Pisałyśmy mniej i mniej, wszystko powoli stawało się obce. My stawałyśmy się dla siebie obce, wszystkie bałyśmy się, że to się skończy, ale jednocześnie byłyśmy cicho. Ta sama osoba, która kazała mi się zamknąć sprawiała wrażenie jeszcze mocniej nienawistnej do mnie, a potem również sztucznie miłościwa do mojej przyjaciółki. Zresztą, była niemal jak do mnie w sierpniu czy pod koniec lipca, również bolało. Pewne dwie osoby z naszej Avirki się zamknęły, ja sama odsunęłam, wszystkie nieco zawaliłyśmy.
Grudzień - Święta coraz bliżej, a my w końcu postawiliśmy sprawę przed światłem dziennym. Rozpadałyśmy się, tego nie chciała żadna. Wszystko było inne, podobnie jak same my. Przestałam ignorować pewnych rzeczy, a to jak bardzo zaczęła irytować mnie zmienność, fałszywość oraz to jak rani innych jedna osoba była wylewana po cichu. Powstał pomysł trzeciej generacji i chociaż pewna osoba zdecydowanie przesadzała, a jej hipokryzja tam oraz to jak bardzo przesadzała doprowadzała prawie każdą w końcu do płaczu. Nie rozpadłyśmy się, w sumie nie marudzę. Nie jest idealnie oraz nigdy nie było, ale nie jestem sama. A skoro nie jestem sama to jestem silna. Zamierzam walczyć o własne szczęście oraz szacunek do siebie, zwłaszcza to, abym mogła spokojnie wyrażać własne zdanie. Bo chyba to się liczy, nie? To chyba prowadzi do szczęścia. Tak sądzę.

A potem nastąpiło teraz, trzysta pięćdziesiąt sześć dni po kolei z nowym dniem, nową szansą oraz nowymi upadkami oraz co tu ważniejsze - wzlotami. Kto by pomyślał, że dojdę do tego momentu. Więc tak oto, ja, April, po prostu czekam na kontynuacje mojej historii, w którą wparowały pewne niesamowite osoby.










niedziela, 29 października 2017

Słowa - 29.10

Na co dzień widzę was. Wszystkich. Mijam na ulicy, korytarzach szkolnych czy przy schodach. Was wszystkich i wasze fałszywe twarze. Z fałszywymi uśmiechami, fałszywym zainteresowaniem. Wszyscy gramy, w tych czasach osoba twierdząca, że nie potrafi ,,grać" kłamie. Pytajcie ,,dlaczego", a ja zastanawiam się czy naprawdę nie wiecie czy może chcecie wmówić sobie, że to inni. Kłamię, jak wy. Pisałam już o tym, ja kłamię. Nie wiem czy po to, abym ja miała lepiej czy wy. To wy mnie niszczycie. Jesteście jednym z czynników, a jednak udajecie, że nic się nie dzieje. Czy sądzicie, że to minie? Ale jak ma minąć skoro jest coraz gorzej? Ostre słowa bolą.
,,Ty naprawdę sądzisz, że na cokolwiek zasługujesz?"
Nie, nie sądzę.
,,Nie widzę w tobie osoby, która cokolwiek osiągnie. Pierwszy raz szczerze i z pewnością mogę stwierdzić, że mnie zawiodłaś"
Ja również jestem na sobie zawiedziona. Ja również się tak nie widzę, tato.
,,Jeśli tylko będę chciał mogę zniszczyć ci życie, ale nie chcesz tego"
A co robisz teraz? Ułatwiasz je krzykiem? Czy podejdziesz i przytulić czy może znów będziesz sprawiać, że będę obrzydzona swoją osobą? Czy znowu sprawisz, że będę się bała? Że nad sobą nie zapanujesz?
Wywołujesz u mnie słone łzy, ale mam doświadczenie we wstrzymywaniu ich. Dasz radę powiedzieć mi, że mnie kochasz czy straciłeś te uczucia? A co ja czuję? Ja nie wiem co ja czuję, to chyba tu jestem problem. Bo te cholerne ,,kocham Cię" teraz wydaje się wymuszone i sztuczne. Każesz mi żyć, lecz nie ułatwiasz mi życia. Mówisz, że to ze mną zawsze jest problem. Ale spójrz mi w oczy, pełne zwykłego zranienia. Czy to ja robię tutaj źle czy może ty wraz ze swoimi wykładami i próbami uprzykrzenia mi życia? A co jeśli kiedyś tego życia zabraknie? Ucieszysz się czy zapłaczesz tak jak ja płaczę wraz z waszymi słowami?

piątek, 20 października 2017

Dzień po dniu - 20.10

Nie mogę wytrzymać mojej nienawiści. Do mnie i do innych. Wydaje się jakby było źle, ale zawsze. Dzień w dzień. Nie nadążam, wyłączam się. Po prostu życie przelatuje mi powoli przez palce, a przecież żadnej chwili nie da się ,,powtórzyć". Pamiętam jak byłam mała. Mama starała się jakoś zaspokoić moje zachcianki, ale nic mi nie pasowało. Potem po prostu zdenerwowana wychodziła, a ja zauważałam jak dobrze chciała oraz co straciłam. Mimo mojego przekonywania jej i tak była nie ugięta. Traciłam szansę. A potem wpadałam w płacz, co chyba zostało mi do teraz. Prosty przykład. Nie chcę wyjść, źle czuję się z ludźmi, nie umiem. Ale potem widzę jak dobrze się bawili. Albo zdaję sobie sprawę, że znów zostałam sama. Wpadam w panikę - płaczę.

Wiele osób boi się samotności. Ja nie dość, że boję się tego boję się również czasu. Co ciekawe ten strach ma w sobie wiele z tych innych. Boję się czegoś, co będzie nieodwracalne. Boję się porażek i śmierci. Nawet samej siebie, bo nie. Nie jestem racjonalna. Ja nie jestem nawet normalna.
,,Nie szkodzi, raz nie poszłaś, bo miałaś zły humor" dobra wymówka, nie?
Problem z tym, że bez zmuszenia się nie wyjdę nigdy, wciąż tracąc czas, a potem tego żałując. Bo teraz nigdy nie mam tego ,,dobrego humoru" czy nawet głupiej chęci. Czuję się czasem jak wyssana z bycia czymś, kimś, czymkolwiek. Nie potrafię martwić się zwykłymi, przyziemnymi rzeczami jak inni. Nie interesują mnie rozmowy z rówieśnikami, których widzę na co dzień. Nie potrafię uśmiechać się tak szczerze jak powinnam ani cieszyć zwykłymi, ale przyjemnymi chwilami. Myślę, cały czas. Mój mózg nie chce dać mi nawet chwili westchnienia, a mnie to męczy.

czwartek, 19 października 2017

Kłamię - 19.10

Kłamię. Niczym każdy człowiek. Patrzę ci w oczy, a następnie mówię. Spokojnie i powoli, utrzymując kontakt wzrokowy. Kłamię. I to nie raz, ale tylko gdy mam do tego powód. To zabawne, wiedząc o własnej hipokryzji. Nie cierpię, gdy ktoś kłamie. Powtarzam, że wolę nawet najbrutalniejszą prawdę - to też właściwie kłamstwo. Bo nie raz boję się prawdy, która może zaszokować. Ale i zranić, a ja przecież mam dość zranień. Mimo to dążę, bo chcę wiedzieć jak źle jest. A może jak dobrze? Dążę z faktem ze świadomością, że inaczej nie dałoby mi to spokoju.

A potem dowiaduję się, często pomimo wcześniejszego domyślania się. To jak nagłe ukłucie gdzieś przy sercu. Zorientowanie się, że hej! Miałaś rację, kolejny zresztą raz. Ktoś pomyślałby, że to dobrze mieć zawsze rację. Teraz przypomnij sobie, że jestem mną. Pesymistką, co jest tutaj słowem ,,klucz". Moje przeczucia rzadko kiedy są dobre - ale o tym jeszcze nie. Wracając, ta świadomość, że jednak miałam rację boli. Bo domyślałam się najprawdopodobniej jednej z najgorszych opcji.
Bo to ja.
Nie oszukując się, taki trudny i zawiły człowieczek. Zepsuty, to już nawet stwierdziłam. Ale dlaczego kłamię? Często brak mi odwagi. To zabawne, naprawdę. Wiedzieć, że osoba przez którą miałaś ochotę sobie coś zrobić pyta:
,,Dlaczego to zrobiłaś?"
A ty odpowiadasz:
,,Po prostu zły dzień"

A ona nie wie, że to kolejny z twoich stanów, do tego zapoczątkowany przez jej własną osobę. Martwi się i docieka, ale ty wciąż się upierasz. W końcu zaczyna wierzyć. W kolejne kłamstwo z moich ust.

czwartek, 12 października 2017

PECH - 12.10

Mam wrażenie, że mam zwykłego pecha. Jakby to jak się urodziłam było trochę nieudane. Jakby to jak żyłam było tylko gorsze. Jakbym zawaliła ja, ewentualnie geny. Spójrzmy w oczy. Chcę stać na scenie, chcę śpiewać. Chcę spełniać marzenia, być dumną i podziwianą przez tych, którzy we mnie nie wierzyli. Ale mam wrażenie jakby wygląd potrafił psuć wszystko. Grać można zawsze, można udawać, że ja to nie ja, a kto inny. Problem pod względem urody jest taki, że tu wiele nie możesz zmienić naturalnie. Masz za duży nos? Operacja! Niepasujący ci kolor włosów, który bardziej oszpeca niż poprawia cokolwiek? To już farbowanie! A jak masz trądzik to masz ogólnie przejebane, tego się operacją nie pozbędziesz, a jeśli będziesz bawić się w kosmetologię - możesz to bardziej rozprowadzić, bądź po prostu nie dasz sobie rady. Wychodzisz źle na każdym zdjęciu zrobionym dla ciebie przez innych? Chuj! Tu również zrobisz tyle co nic, mimo że starań może być wiele.

Czasem mam ochotę urodzić się z twarzą kogo innego, tak szczerze. Abym nie musiała bać się każdego zdjęcia robionego mi przez osobę, która nie jest mną. Abym cieszyła się własnym wyglądem i dumnie kroczyła przez życie bez kompleksów. Abym intrygowała, zaciekawiała oraz zachwycała, była uważana za ,,kogoś", a nie ,,coś". W tym problem, że nawet jeśli starałam się wiele i długo - wciąż mam wrażenie jakby to zwyczajnie niczego nie pomagało. Znów psuję, bądź moje próby nie dają jakiegokolwiek skutku. Wracając, scena. To jej chcę jak i ludzi. Spełnienia, szczęścia. Patrzę na gwiazdy i praktycznie każda z tych najsławniejszych jest śliczna, wyróżniająca się. A co jeśli ja wyróżniam się, ale nie do końca pod dobrym względem? Jestem zmęczona bycia niewystarczającą pod każdym względem. Nigdzie nie jestem w pełni ,,dobra". Nie mogę nazwać się tak z pewnością, bo jej nie mam. To chujowe uczucie, gdy widzisz jak to, co robisz nie ma sensu, a przecież i tak nad twoją przyszłością może zadecydować coś co nawet nie jest twoją decyzją.

Znalezione obrazy dla zapytania i want to be pretty tumblr

piątek, 6 października 2017

W BIEGU - 07.10

Życie składa się ze zmian. To przecież zabawne w związku z tym jak wiele osób ich nie lubi. Mimo tego wciąż są - te lepsze czy te gorsze. Ryzyko, również ważny czynnik wpływający na nie. Nigdy nie wiemy co będzie jutro czy za tydzień, dwa, miesiąc, rok. Przecież przez jedną idiotyczną decyzje tak wiele potrafimy zjebać. Ale są także takie ryzyka, których podejmowania się nie boimy. Bądź boimy, ale i tak przecież się ich podejmujemy. Dlaczego? Jakiś czas temu doświadczyłam odczucia. Takiego zwykłego przeczucia typu ,,wraz z tym faktem wiele się zmieni". Wiele zyskam lub stracę. Ale wiecie co? Coś kazało mi podjąć te ryzyko. Coś kazało mi próbować mimo tak wielkiego strachu. A wiecie co jest lepsze? Bo teraz ani trochę tego nie żałuję. Fakt, zmieniło się wiele. Nie zaprzeczę, są wielkie plusy, również wielkie minusy.

Wśród tego poczułam, że znalazłam przyjaciół. Tak kochanych, że można by się o nich bić i zamierzam to robić. Takie osóbki, do których faktycznie można zwrócić się w każdej chwili. Dzwonić po nocy, płacząc czy obgadując razem jakąś sukę. Żartując, próbując, planując. Wśród tego jest również strach. Bo były pewne momenty w moim życiu, które uważałam za idealne. Jednak to nie były nawet dni. Takie zwykłe parę minut, gdy czujesz szczęście, ale przecież właśnie one musi za chwilę znów uciekać. Zauważyłam, że póki co moje życie polega na biegu. Nie jestem pewna nawet do końca za czym. Nie wiem czy to szczęście, wspomnienia, marzenia, ale biegnę, a gdy już coś złapię - wyślizguje mi się to z rąk. Więc tak, bez problemu mogę stwierdzić, że boję się jak cholera.

Bo nie wiem co będzie dalej. Lepiej czy gorzej. Aktualnie dochodzi jeszcze sprawa czy w ogóle nastąpi te ,,dalej". Czy może wycofam się jeszcze przed nim.

niedziela, 1 października 2017

IGNORACJA. SZCZĘŚCIA, A RADOŚĆ - 01.10

Bo jestem w klatce to szczęścia nie potrafię do końca zaznać. Człowiek, mówiący o szczęściu i radości jako o synonimach musiał być idiotą. Radość, to to przez co uśmiechamy się przez chwilę. Chwila spowodowana inną chwilą. Jak zwykłe zjedzenie naszej ulubionej potrawy, maraton filmów, skończenie pracy domowej czy zrobienie czegoś najzwyczajniej miłego. To jest radość. Ma ją praktycznie każdy. Ale skoro tak czym różni się szczęście? Szczęście odczuwamy w tych momentach, gdy nie chodzi nam o chwilę, a ogół. Kumulacje przyjaźni, miłości, marzeń czy celów. To wszystko plus chwila odpoczynku, a my czując się zwyczajnie nam się udaje czy udało - potrafimy powiedzieć, że mamy te szczęście. Właśnie te na które czekam ja.

Skoro lecimy z definicjami to czym jest klatka, która tak bardzo przeszkadza? Łatwo się domyślając, są to ograniczenia. Jednak nie takie, które przeszkadzają nam w radości, a szczęściu. Ja sama jestem swoim ograniczeniem czyli jednocześnie to porównywalne jest do zamykania się gdziekolwiek samemu. Oraz moje stany, moje myśli, moje plany. To właśnie przytrzymuje mnie i nie chce puścić. Czasem jak wspomniałam kiedyś wyobrażam sobie jakiegoś potwora. Który śmieje się ze mnie bezkarnie, patrząc jak się zapadam. Klucz w dół, kolejna klatka nas w sobie zamyka. Jesteśmy coraz dalej życia, szczęścia. Czasem jednak to inny nas tam zamykają. Wmawiając, że to dla naszego dobra, bądź że nie mamy wyboru. Czasem można by również stwierdzić, że dzieje się to z również naszej winy, jednak robimy to już nie do końca świadomie. Mnie zamyka wiele czynników. Nieudane plany - kłódka. Brak motywacji - kłódka. Nie pewność czy mamy jakichkolwiek przyjaciół - kłódka. Strach - kłódka. Nieudane próby stawiania się - kłódka. Może to wszystko dzieje się z jakiś przyczyn.

Ignorancja ludzka działa na zasadzie braku rozróżniania tych dwóch fraz i odczuć. Mówią, że jesteś moim szczęściem, a jesteś krótką chwilą radości. Sądzą, że uśmiech człowieka wskazuje to jak dobrze jest w jego życiu, gdy kolejny raz to tylko ulotne minuty wśród godzin nieszczęścia.  Ludzie również wyciągają zbyt pochopne wnioski. Radość = szczęście. Jak mogłoby być inaczej? On płacze - musiało stać się coś strasznego. A co jeżeli płacze tylko z powodu bezsilności? Bądź tego wszystkiego? A może zwyczajnie coś sprowokowało go do myślenia po prostu o życiu wymuszając u niego łzy? Skąd możesz wiedzieć czy to nie powtarza się, gdy nagle znika? Skoro nawet cię to nie interesuje - dlaczego zaczyna dopiero, gdy pokazuje światłu dziennemu, że nie, nie jest okej?

A więc droga osobo, zapamiętaj raz na zawsze. Nie śmiej się z tego, że ktoś płacze z powodu jedynki w szkole. Bo przecież ta marna jedynka może sprowadzić tej osobie wiele problemów. Wyzwiska, które pojawiają się ciągle zamiast zwykłej próby pomocy czy ból fizyczny.
,,Bo dlaczego powinno się mieć szacunek do tych, którzy niczego nie umieją?"
Myśli stają się głośniejsze, a my zastanawiamy się czy może ci wszyscy nie mają racji. W domu pokazując, że jesteśmy nikim ważnym, w szkole że jesteśmy nienormalni. A poza tym? Co jest poza tym? Głupia jedynka wywołuje strach, że znów powtórzy się to, co wczoraj.
,,Ale ja się starałem!"
Najwyraźniej zbyt mało. Potem następuje następny dzień, a ty znów nakładasz przykrywkę radosnego, a wszyscy zapominają o tym, że coś w ogóle może się dziać. Jak często nakładasz ją ty?