Zakładki

niedziela, 29 października 2017

Słowa - 29.10

Na co dzień widzę was. Wszystkich. Mijam na ulicy, korytarzach szkolnych czy przy schodach. Was wszystkich i wasze fałszywe twarze. Z fałszywymi uśmiechami, fałszywym zainteresowaniem. Wszyscy gramy, w tych czasach osoba twierdząca, że nie potrafi ,,grać" kłamie. Pytajcie ,,dlaczego", a ja zastanawiam się czy naprawdę nie wiecie czy może chcecie wmówić sobie, że to inni. Kłamię, jak wy. Pisałam już o tym, ja kłamię. Nie wiem czy po to, abym ja miała lepiej czy wy. To wy mnie niszczycie. Jesteście jednym z czynników, a jednak udajecie, że nic się nie dzieje. Czy sądzicie, że to minie? Ale jak ma minąć skoro jest coraz gorzej? Ostre słowa bolą.
,,Ty naprawdę sądzisz, że na cokolwiek zasługujesz?"
Nie, nie sądzę.
,,Nie widzę w tobie osoby, która cokolwiek osiągnie. Pierwszy raz szczerze i z pewnością mogę stwierdzić, że mnie zawiodłaś"
Ja również jestem na sobie zawiedziona. Ja również się tak nie widzę, tato.
,,Jeśli tylko będę chciał mogę zniszczyć ci życie, ale nie chcesz tego"
A co robisz teraz? Ułatwiasz je krzykiem? Czy podejdziesz i przytulić czy może znów będziesz sprawiać, że będę obrzydzona swoją osobą? Czy znowu sprawisz, że będę się bała? Że nad sobą nie zapanujesz?
Wywołujesz u mnie słone łzy, ale mam doświadczenie we wstrzymywaniu ich. Dasz radę powiedzieć mi, że mnie kochasz czy straciłeś te uczucia? A co ja czuję? Ja nie wiem co ja czuję, to chyba tu jestem problem. Bo te cholerne ,,kocham Cię" teraz wydaje się wymuszone i sztuczne. Każesz mi żyć, lecz nie ułatwiasz mi życia. Mówisz, że to ze mną zawsze jest problem. Ale spójrz mi w oczy, pełne zwykłego zranienia. Czy to ja robię tutaj źle czy może ty wraz ze swoimi wykładami i próbami uprzykrzenia mi życia? A co jeśli kiedyś tego życia zabraknie? Ucieszysz się czy zapłaczesz tak jak ja płaczę wraz z waszymi słowami?

piątek, 20 października 2017

Dzień po dniu - 20.10

Nie mogę wytrzymać mojej nienawiści. Do mnie i do innych. Wydaje się jakby było źle, ale zawsze. Dzień w dzień. Nie nadążam, wyłączam się. Po prostu życie przelatuje mi powoli przez palce, a przecież żadnej chwili nie da się ,,powtórzyć". Pamiętam jak byłam mała. Mama starała się jakoś zaspokoić moje zachcianki, ale nic mi nie pasowało. Potem po prostu zdenerwowana wychodziła, a ja zauważałam jak dobrze chciała oraz co straciłam. Mimo mojego przekonywania jej i tak była nie ugięta. Traciłam szansę. A potem wpadałam w płacz, co chyba zostało mi do teraz. Prosty przykład. Nie chcę wyjść, źle czuję się z ludźmi, nie umiem. Ale potem widzę jak dobrze się bawili. Albo zdaję sobie sprawę, że znów zostałam sama. Wpadam w panikę - płaczę.

Wiele osób boi się samotności. Ja nie dość, że boję się tego boję się również czasu. Co ciekawe ten strach ma w sobie wiele z tych innych. Boję się czegoś, co będzie nieodwracalne. Boję się porażek i śmierci. Nawet samej siebie, bo nie. Nie jestem racjonalna. Ja nie jestem nawet normalna.
,,Nie szkodzi, raz nie poszłaś, bo miałaś zły humor" dobra wymówka, nie?
Problem z tym, że bez zmuszenia się nie wyjdę nigdy, wciąż tracąc czas, a potem tego żałując. Bo teraz nigdy nie mam tego ,,dobrego humoru" czy nawet głupiej chęci. Czuję się czasem jak wyssana z bycia czymś, kimś, czymkolwiek. Nie potrafię martwić się zwykłymi, przyziemnymi rzeczami jak inni. Nie interesują mnie rozmowy z rówieśnikami, których widzę na co dzień. Nie potrafię uśmiechać się tak szczerze jak powinnam ani cieszyć zwykłymi, ale przyjemnymi chwilami. Myślę, cały czas. Mój mózg nie chce dać mi nawet chwili westchnienia, a mnie to męczy.

czwartek, 19 października 2017

Kłamię - 19.10

Kłamię. Niczym każdy człowiek. Patrzę ci w oczy, a następnie mówię. Spokojnie i powoli, utrzymując kontakt wzrokowy. Kłamię. I to nie raz, ale tylko gdy mam do tego powód. To zabawne, wiedząc o własnej hipokryzji. Nie cierpię, gdy ktoś kłamie. Powtarzam, że wolę nawet najbrutalniejszą prawdę - to też właściwie kłamstwo. Bo nie raz boję się prawdy, która może zaszokować. Ale i zranić, a ja przecież mam dość zranień. Mimo to dążę, bo chcę wiedzieć jak źle jest. A może jak dobrze? Dążę z faktem ze świadomością, że inaczej nie dałoby mi to spokoju.

A potem dowiaduję się, często pomimo wcześniejszego domyślania się. To jak nagłe ukłucie gdzieś przy sercu. Zorientowanie się, że hej! Miałaś rację, kolejny zresztą raz. Ktoś pomyślałby, że to dobrze mieć zawsze rację. Teraz przypomnij sobie, że jestem mną. Pesymistką, co jest tutaj słowem ,,klucz". Moje przeczucia rzadko kiedy są dobre - ale o tym jeszcze nie. Wracając, ta świadomość, że jednak miałam rację boli. Bo domyślałam się najprawdopodobniej jednej z najgorszych opcji.
Bo to ja.
Nie oszukując się, taki trudny i zawiły człowieczek. Zepsuty, to już nawet stwierdziłam. Ale dlaczego kłamię? Często brak mi odwagi. To zabawne, naprawdę. Wiedzieć, że osoba przez którą miałaś ochotę sobie coś zrobić pyta:
,,Dlaczego to zrobiłaś?"
A ty odpowiadasz:
,,Po prostu zły dzień"

A ona nie wie, że to kolejny z twoich stanów, do tego zapoczątkowany przez jej własną osobę. Martwi się i docieka, ale ty wciąż się upierasz. W końcu zaczyna wierzyć. W kolejne kłamstwo z moich ust.

czwartek, 12 października 2017

PECH - 12.10

Mam wrażenie, że mam zwykłego pecha. Jakby to jak się urodziłam było trochę nieudane. Jakby to jak żyłam było tylko gorsze. Jakbym zawaliła ja, ewentualnie geny. Spójrzmy w oczy. Chcę stać na scenie, chcę śpiewać. Chcę spełniać marzenia, być dumną i podziwianą przez tych, którzy we mnie nie wierzyli. Ale mam wrażenie jakby wygląd potrafił psuć wszystko. Grać można zawsze, można udawać, że ja to nie ja, a kto inny. Problem pod względem urody jest taki, że tu wiele nie możesz zmienić naturalnie. Masz za duży nos? Operacja! Niepasujący ci kolor włosów, który bardziej oszpeca niż poprawia cokolwiek? To już farbowanie! A jak masz trądzik to masz ogólnie przejebane, tego się operacją nie pozbędziesz, a jeśli będziesz bawić się w kosmetologię - możesz to bardziej rozprowadzić, bądź po prostu nie dasz sobie rady. Wychodzisz źle na każdym zdjęciu zrobionym dla ciebie przez innych? Chuj! Tu również zrobisz tyle co nic, mimo że starań może być wiele.

Czasem mam ochotę urodzić się z twarzą kogo innego, tak szczerze. Abym nie musiała bać się każdego zdjęcia robionego mi przez osobę, która nie jest mną. Abym cieszyła się własnym wyglądem i dumnie kroczyła przez życie bez kompleksów. Abym intrygowała, zaciekawiała oraz zachwycała, była uważana za ,,kogoś", a nie ,,coś". W tym problem, że nawet jeśli starałam się wiele i długo - wciąż mam wrażenie jakby to zwyczajnie niczego nie pomagało. Znów psuję, bądź moje próby nie dają jakiegokolwiek skutku. Wracając, scena. To jej chcę jak i ludzi. Spełnienia, szczęścia. Patrzę na gwiazdy i praktycznie każda z tych najsławniejszych jest śliczna, wyróżniająca się. A co jeśli ja wyróżniam się, ale nie do końca pod dobrym względem? Jestem zmęczona bycia niewystarczającą pod każdym względem. Nigdzie nie jestem w pełni ,,dobra". Nie mogę nazwać się tak z pewnością, bo jej nie mam. To chujowe uczucie, gdy widzisz jak to, co robisz nie ma sensu, a przecież i tak nad twoją przyszłością może zadecydować coś co nawet nie jest twoją decyzją.

Znalezione obrazy dla zapytania i want to be pretty tumblr

piątek, 6 października 2017

W BIEGU - 07.10

Życie składa się ze zmian. To przecież zabawne w związku z tym jak wiele osób ich nie lubi. Mimo tego wciąż są - te lepsze czy te gorsze. Ryzyko, również ważny czynnik wpływający na nie. Nigdy nie wiemy co będzie jutro czy za tydzień, dwa, miesiąc, rok. Przecież przez jedną idiotyczną decyzje tak wiele potrafimy zjebać. Ale są także takie ryzyka, których podejmowania się nie boimy. Bądź boimy, ale i tak przecież się ich podejmujemy. Dlaczego? Jakiś czas temu doświadczyłam odczucia. Takiego zwykłego przeczucia typu ,,wraz z tym faktem wiele się zmieni". Wiele zyskam lub stracę. Ale wiecie co? Coś kazało mi podjąć te ryzyko. Coś kazało mi próbować mimo tak wielkiego strachu. A wiecie co jest lepsze? Bo teraz ani trochę tego nie żałuję. Fakt, zmieniło się wiele. Nie zaprzeczę, są wielkie plusy, również wielkie minusy.

Wśród tego poczułam, że znalazłam przyjaciół. Tak kochanych, że można by się o nich bić i zamierzam to robić. Takie osóbki, do których faktycznie można zwrócić się w każdej chwili. Dzwonić po nocy, płacząc czy obgadując razem jakąś sukę. Żartując, próbując, planując. Wśród tego jest również strach. Bo były pewne momenty w moim życiu, które uważałam za idealne. Jednak to nie były nawet dni. Takie zwykłe parę minut, gdy czujesz szczęście, ale przecież właśnie one musi za chwilę znów uciekać. Zauważyłam, że póki co moje życie polega na biegu. Nie jestem pewna nawet do końca za czym. Nie wiem czy to szczęście, wspomnienia, marzenia, ale biegnę, a gdy już coś złapię - wyślizguje mi się to z rąk. Więc tak, bez problemu mogę stwierdzić, że boję się jak cholera.

Bo nie wiem co będzie dalej. Lepiej czy gorzej. Aktualnie dochodzi jeszcze sprawa czy w ogóle nastąpi te ,,dalej". Czy może wycofam się jeszcze przed nim.

niedziela, 1 października 2017

IGNORACJA. SZCZĘŚCIA, A RADOŚĆ - 01.10

Bo jestem w klatce to szczęścia nie potrafię do końca zaznać. Człowiek, mówiący o szczęściu i radości jako o synonimach musiał być idiotą. Radość, to to przez co uśmiechamy się przez chwilę. Chwila spowodowana inną chwilą. Jak zwykłe zjedzenie naszej ulubionej potrawy, maraton filmów, skończenie pracy domowej czy zrobienie czegoś najzwyczajniej miłego. To jest radość. Ma ją praktycznie każdy. Ale skoro tak czym różni się szczęście? Szczęście odczuwamy w tych momentach, gdy nie chodzi nam o chwilę, a ogół. Kumulacje przyjaźni, miłości, marzeń czy celów. To wszystko plus chwila odpoczynku, a my czując się zwyczajnie nam się udaje czy udało - potrafimy powiedzieć, że mamy te szczęście. Właśnie te na które czekam ja.

Skoro lecimy z definicjami to czym jest klatka, która tak bardzo przeszkadza? Łatwo się domyślając, są to ograniczenia. Jednak nie takie, które przeszkadzają nam w radości, a szczęściu. Ja sama jestem swoim ograniczeniem czyli jednocześnie to porównywalne jest do zamykania się gdziekolwiek samemu. Oraz moje stany, moje myśli, moje plany. To właśnie przytrzymuje mnie i nie chce puścić. Czasem jak wspomniałam kiedyś wyobrażam sobie jakiegoś potwora. Który śmieje się ze mnie bezkarnie, patrząc jak się zapadam. Klucz w dół, kolejna klatka nas w sobie zamyka. Jesteśmy coraz dalej życia, szczęścia. Czasem jednak to inny nas tam zamykają. Wmawiając, że to dla naszego dobra, bądź że nie mamy wyboru. Czasem można by również stwierdzić, że dzieje się to z również naszej winy, jednak robimy to już nie do końca świadomie. Mnie zamyka wiele czynników. Nieudane plany - kłódka. Brak motywacji - kłódka. Nie pewność czy mamy jakichkolwiek przyjaciół - kłódka. Strach - kłódka. Nieudane próby stawiania się - kłódka. Może to wszystko dzieje się z jakiś przyczyn.

Ignorancja ludzka działa na zasadzie braku rozróżniania tych dwóch fraz i odczuć. Mówią, że jesteś moim szczęściem, a jesteś krótką chwilą radości. Sądzą, że uśmiech człowieka wskazuje to jak dobrze jest w jego życiu, gdy kolejny raz to tylko ulotne minuty wśród godzin nieszczęścia.  Ludzie również wyciągają zbyt pochopne wnioski. Radość = szczęście. Jak mogłoby być inaczej? On płacze - musiało stać się coś strasznego. A co jeżeli płacze tylko z powodu bezsilności? Bądź tego wszystkiego? A może zwyczajnie coś sprowokowało go do myślenia po prostu o życiu wymuszając u niego łzy? Skąd możesz wiedzieć czy to nie powtarza się, gdy nagle znika? Skoro nawet cię to nie interesuje - dlaczego zaczyna dopiero, gdy pokazuje światłu dziennemu, że nie, nie jest okej?

A więc droga osobo, zapamiętaj raz na zawsze. Nie śmiej się z tego, że ktoś płacze z powodu jedynki w szkole. Bo przecież ta marna jedynka może sprowadzić tej osobie wiele problemów. Wyzwiska, które pojawiają się ciągle zamiast zwykłej próby pomocy czy ból fizyczny.
,,Bo dlaczego powinno się mieć szacunek do tych, którzy niczego nie umieją?"
Myśli stają się głośniejsze, a my zastanawiamy się czy może ci wszyscy nie mają racji. W domu pokazując, że jesteśmy nikim ważnym, w szkole że jesteśmy nienormalni. A poza tym? Co jest poza tym? Głupia jedynka wywołuje strach, że znów powtórzy się to, co wczoraj.
,,Ale ja się starałem!"
Najwyraźniej zbyt mało. Potem następuje następny dzień, a ty znów nakładasz przykrywkę radosnego, a wszyscy zapominają o tym, że coś w ogóle może się dziać. Jak często nakładasz ją ty?


sobota, 19 sierpnia 2017

ZNÓW UPADAM - 19.08

Co jest moim problemem?
Otóż problemem jestem ja i nie, nie próbuj wmówić mi, że jest inaczej.
Słowa innych nie znaczą dla mnie nic, jednocześnie zostawiając na mnie zdecydowanie zbyt duże ślady. Budzę się i wiem, że to będzie po prostu kolejny nie różniący się niczym dzień. Że znów będę się źle czuć. Że moja własna osoba będzie mnie męczyć. Będę czuła się gorzej od innych, czuła się po prostu inna. Ale już nie w tym dobrym sensie.
 Będę chciała coś zmienić, ale nie zmienię nic.
Pojawią się kolejne, nic nie znaczące starania. Może będę płakać, a może złapie mnie impuls. Może coś sobie zrobię, a może nie. Jednak wiem, że nie będzie dobrze. Może być obojętnie, ale nigdy nie będzie dobrze. Męczę się, dzień w dzień, czując, że to nie ma większego sensu. Nie płaczę przez to, to nie tak, że nie chcę. Po prostu chyba przestałam potrafić to robić, bo gdybym to robiła zabrakłoby mi łez. Milczę, zamknięta w pokoju. Chcę wyjść, ale nie ruszam się o krok, przy czym czuję się jak w klatce, ale nawet jak już wyjdę - to nie mija.
To zamknięte kółko.
Śmiesznym jest, gdy ktoś nie chce, abym sobie coś zrobiła. Ale nie rozumie kurwa, nie może rozumieć, skoro nie wie, że to niszczy. Powoli, ale doszczętnie. Z każdym krokiem, czuję większe zmęczenie. Kiedy w końcu padnę? Kiedy dostanę chwilę przerwy?
Upadnę na chłodny grunt, a ty już mnie więcej nie zobaczysz. Spokojnie, po prostu czekaj, tak jak czekam teraz ja